Per aspera...


Brad Pitt to legenda kina, miewał na swoim koncie filmy lepsze i gorsze, jednak od jakiegoś czasu wybiera tylko ambitne produkcje. Dlatego jeśli wchodzi utwór, w której gra główną rolę, nawet nie sprawdzam, o czym jest. A gdy do duetu dołącza Tommy Lee Jones, fabuła schodzi na drugi plan, a szykuje się festiwal pięknej gry aktorskiej.




Roy (Brad Pitt) poświęcił swoje życie badaniu kosmosu – jest pracownikiem na antenie nasłuchującej odgłosów z przestrzeni, szukającej śladów życia. Jednak przychodzi stamtąd głównie zniszczenie – fale cząsteczek wywołujących śmiercionośne burze. Agencja kosmiczna podejrzewa, że odpowiedzialny za wywołanie tych zjawisk jest ojciec Roya (Tommy Lee Jones), bohater sprzed niemal trzydziestu lat, który był dowódcą pierwszej ziemskiej wyprawy na granice heliosfery i od wielu lat jest uznany za zmarłego.



Roy zostaje poproszony o skontaktowanie się z ojcem. Okazuje się, że wszystko, w co wierzył, podstawy jego jestestwa, jego człowieczeństwo zostały podważone. Film stawia pytanie, ile jest w stanie poświęcić człowiek w imię pragnień i realizacji celów. Gdzie są granice człowieczeństwa i czy się rozszerzają, jak kosmos. I wreszcie – czy samotność jest zła? Czy bycie samym jest najgorszym, co się może przydarzyć człowiekowi?



Film jest pięknie zrealizowany, mocno intertekstualny. W budowaniu postaci i ilości indywidualnych scen widać mocno inspiracje Kubrickiem, Odyseją kosmiczną, wczesnymi filmami o podboju kosmosu i kinem przełomu lat 60. i 70. Podobieństwo kryje się w grze światłem, kolorami, ascetycznej scenografii. Ale też zgłębianiu psychiki jednostki, stawianiu przed nim kolejnych wyzwań i na próbie złamania ducha bohatera. Ad Astra stanowi swoistą antytezę Odysei kosmicznej, w której od początku wiemy, że ludzie nie są sami w kosmosie i odwraca problematykę człowieka wobec poznania Innego; gdy z poziomu człowieka, jednostki przechodzimy do problemu globalnego, kosmicznego. Tymczasem Brad Pitt przechodzi od niezbadanej i wielkiej przestrzeni kosmicznej do jednostki i problematyki z poziomu Ziemi.



Warto też docenić, to że reżyser starał się zachować wierność prawom fizyki i zachować podstawy realistycznego rozwoju technologicznego. W kosmosie dźwięk się nie rozchodzi (jest to zwyczajowy żarcik wielbicieli gatunku), kombinezony są toporne jakby wyniesione z niedalekiej przyszłości, pojazdy kosmiczne zachowują prawdopodobieństwo technologiczne, a bohaterowie mają na hełmofonach nakładki chroniące ich przed nadmierną penetracją słoneczną w przestrzeni niechronionej atmosferą.



Jest to też film drogi, tyle, że mierzonej w milionach kilometrów, gdzie podróż głównego bohatera staje się okazją do rozprawy z naturą człowieczeństwa. Mamy możliwość obserwacji nie tylko Roya i jego psyche, ale też mało chlubne oblicze cywilizacji jaką ludzie zbudowali, czy raczej żywcem przenieśli z pogrążonej w konfliktach i konsumpcjonizmie Ziemi.



Ludzkość wyruszyła w kosmos w poszukiwaniu odpowiedzi na fundamentalne pytanie i rozwiązań problemów, które znamy tu na Ziemi. Lecz co jeśli w ucieczce w kosmos nie znajdziemy recepty na bolączki naszej cywilizacji?







TytułAd Astra

Reżyser: James Gray

W rolach głównych: Brad Pitt, Tommy Lee Jones, Ruth Negga

Rok2019

Komentarze

Prześlij komentarz