Gdzie Bond nie może, tam Leskiego pośle

Z Vincentem V. Severskim miałam już okazję się spotkać przy okazji tetralogii o polskich oficerach wywiadu, w skład której wchodziły powieści Nielegalni, Niewierni, Nieśmiertelni, Niepokorni. Autor sam jest po Starych Kiejkutach, więc wie co pisze, wie więcej niż może napisać.

Zamęt zaczyna się, gdy z pakistańskiego hotelu zostaje porwanych przez talibów czterech gości, a jednym z nich, obok Niemca, Anglika i Japończyka, jest polski przedsiębiorca, Henryk Olewski. Wszystkie kraje zostają postawione w stan gotowości. W tym samym czasie lecz w innej części świata ginie inny obywatel Polski, Adam Flint.  A to dopiero początek zdarzeń.

W sprawę angażuje się polski wywiad, szczególnie tajna Sekcja pod dowództwem Romana Leskiego, którego autor charakteryzuje:
Nikt go nie lubił. Przez lata narosło wokół niego mnóstwo mitów i tajemnic, a wszystkie podobne do siebie. Nikt sobie z niego nie żartował ani nie opowiadał o nim dowcipów, mimo że jego wygląd mógł do tego zachęcać. Kiedy ktoś mówił: „Bezpieka w bezpiece”, zapadało wymowne milczenie i każdy myślał: Leski...
Tak było i teraz, bo Leski nigdy nie uczestniczył w takich naradach – ani w żadnych innych – więc wszyscy, spoglądając na niego ukradkiem, czekali, czy się odezwie, a jeśli tak, to co powie.

W Sekcji pracują także Monika, Dima oraz dwoje starych znajomych - Ela i Witek (gdy o nich czytam, to mam wrażenie, że to moi starzy znajomi ze studiów, więc jeśli tak jest, to pozdrawiam serdecznie), którzy pojawili się w poprzedniej serii książek Severskiego. Być może dlatego nie poświęcił ich ekspozycji aż tyle czasu, ile pozostałym - Monika zajmuje się malarstwem i prowadzi galerię, natomiast Dima, głównie ze względu na nietypowe pochodzenie, dostał naprawdę dużo czasu antenowego, by wyjaśnić jak Grek z Ameryki Południowej został polskim szpiegiem.

Bohaterowie są bardzo mocną stroną powieści tego autora, który nie krył, że wzoruje ich na prawdziwych postaciach. To może być klucz do tego, że są prawdziwi, pełni życia, mają swoje nawyki, wady i zalety, zróżnicowany język. Dawno nie czytałam powieści z tak dobrze nakreślonymi postaciami. Jest to sposób bliski metodzie Stiega Larssona, ale bez przesady, w która popadał szwedzki dziennikarz. Drugą niewątpliwą zaletą jest fabuła - Severski misternie splata wiele wątków, które pozornie nie mają nic wspólnego, a początkowe cele poszczególnych postaci składają się na większy problem do rozwiązania. Ponadto problematyka podejmowana w książce jest bardzo prawdopodobna, wróg realny, opisane wydarzenia wynikają z obecnej sytuacji społeczno-politycznej i gdyby zaistniały w tej chwili - nie zdziwiłyby mnie. Po przeczytaniu pierwszej powieści byłam nawet ciekawa, czy autor, czerpiąc z doświadczenia w pracy, nie ujawnił zbyt wiele tajemnic, jednak jeśli dotychczas żyje i pisze dalej, to chyba mogę być spokojna. No i trzecia zaleta, to dobry język - już wcześniej pisałam o jego zindywidualizowaniu ze względu na postaci, jednak warstwa narracyjna także zasługuje na zainteresowanie - zgrabne zdania, bogate słownictwo (ciekawych dożyłam czasów, że za prawidłowo zbudowane zdania i użycie różnorodnego słownictwa można chwalić autorów), ciężko to opisać, ale powieść jest rytmiczna zarówno na poziomie zdań, jak i na poziomie fabuły. 

Jest tylko jedna rzecz, która mi się nie spodobała, ale to już dla mnie bardzo poważny błąd, który powinien zostać wyłapany na poziomie redakcji - użycie nazwy Państwo Islamskie bez poprzedzenia jej zwrotem "tak zwane". Robiąc kwerendę internetową, zauważyłam że  dziennikarzom brakuje konsekwencji w stosowaniu odpowiedniego nazewnictwa. O tym, dlaczego to ważne, można przeczytać i zobaczyć np. tu, tu i tu.

Podsumowanie może być jedno - czytajcie i cieszcie się dobrą książką na weekend.

Komentarze