Corpora delicti

Siódmy tom dramy prawniczej Remigiusza Mroza zostawił słodko-gorzki posmak i pytanie - czy Chyłka jest chora? Jak to wpłynie na jej pracę, relację z Zordonemi bliskimi?

Na odpowiedź przyjdzie jednak nam poczekać, bo między kolejnymi częściami minęło zbyt mało czasu, by wróciły wyniki przeprowadzonych badań w sprawie zabójczego wirusa. Więc zagryzamy zęby i czekamy w większym napięciu niż sama bohaterka, bo ona jest nie do zajechania. Nic jej nie może jej złamać, przynajmniej tak by się wydawało. Jednak to nie znaczy, że nie można próbować - i w tym tomie przeciwnik próbuje.

Do kraju wróciła Klara Kabelis, która właśnie próbowała zdobyć szczyt Annapurny. Wróciła pod eskortą policji, oskarżona o zamordowanie dwóch towarzyszy wyprawy, po czym miała uciec do Tybetu, lecz została ujęta na granicy. Dowody świadczą przeciwko oskarżonej, nie ma nikogo w kraju, kto chciałby się podjąć tej sprawy. Jednak tajemniczy ktoś wpada na pomysł, żeby to bohaterski duet zajął się tą ewidentnie przegraną sprawą i ma znakomity system motywacyjny dla Chyłki. 

Teraz nie tylko musi wyciągnąć dziewczynę z więzienia, znaleźć corpora delicti w sprawie, by obalić sfałszowane dowody oraz rozprawić się z przeszłością, która tradycyjnie ściga Joannę przez kolejne tomy. A wiecie, jak chce to zrobić? Wspinając się na Annapurnę.

Myślę, że można zaliczyć ten tom do wyjątkowo udanych. Można było obstawiać głównego antagonistę, motywy, chronologię. Oczywiście w kilku wątkach brak konsekwencji - na przykład w głównym, wszak seriale kryminalne zawsze mówią - śledź pieniądze. No i przepływ pieniędzy niby się zgadza, ale słupy, które płacą - są co najmniej zagadkowe. Na przykład jak udało się zwerbować płatnika poręczenia? Inwestora, który zagwarantował opłatę dla kancelarii? I nie są to błahe kwoty, więc jakie kwity miał na te osoby złoczyńca? A ojciec Chyłki? Gdzie on się podział? Przecież specjalnie przyjechał do Warszawy, by zacieśniać relacje rodzinne, o wszystkim wiedział z wyprzedzeniem, a gdy się źle dzieje, on znika. Absolutnie niezrozumiały był dla mnie epizod z awanturą w autobusie - przez chwilę myślałam, że może Uber przestał sponsorować Mroza, ale później się pojawił w tradycyjnej roli, więc nie potrafię zrozumieć, dlaczego Zordon postanowił wieźć oskarżoną z aresztu komunikacją miejską. Te wątki są zupełnie pomijane, a szkoda, sto dodatkowych stron zapewne nie zaszkodziłoby powieści, przecież to Mróz.

Pomimo tego, że autora momentami nieco poniosło, będę czekała na kolejny tom z wypiekami na twarzy, bo clifhanger, który znowu zakończył ten tom jest absolutnie niszczący.

Komentarze