Deus ex machina

Dan Brown nie słynie z błyskotliwych powieści  o głębokim przesłaniu. Jego historie są za to pełne zwrotów akcji, pięknych kobiet i elokwentnych mężczyzn Mam do nich słabość, bo są lekkie i przyjemne oraz nie wymagają specjalnie dużo myślenia. Początek to piąta książka, której bohaterem jest Robert Langdon, profesor semiologii z Harvardu. Lubię historię tej postaci i jej wcześniejsze przygody, bo chociaż są przegięte, to jednocześnie silnie wciągające.


W tej części Langdon dobiega sześćdziesiątki, a jeden z jego pierwszych studentów, Edmond Kirch, zamierza przedstawić odkrycie, które ma wstrząsnąć wszystkimi religiami w posadach, a może nawet je zniszczyć. Odkąd skonsultował się w tej sprawie z przedstawicielami różnych religii, dostaje pogróżki, ale milioner, wizjoner i futurysta nie zważając na konsekwencje, ma zamiar podzielić się śmiałymi tezami z szerokim gremium w Muzeum Guggenheima w Bilbao. Niestety, nie ma po temu okazji, ponieważ podczas transmisji na żywo, zostaje zastrzelony.

Langdon wraz z narzeczoną księcia Hiszpanii - Ambrą Vidal, i Winstonem, sztuczną inteligencją postanawiają zrobić wszystko, żeby jednak odkrycie Kircha trafiło do swoich odbiorców. I tu pojawiła się u mnie pierwsza wątpliwość - z kim miałabym go shippować? Wszak Langdon jest przeintelektualizowanym odpowiednikiem Bonda, a Bond ma zawsze kobietę. Ambra jest piękna, mądra i ma pozycję, ale jest też narzeczoną Don Juliana. Co prawda mu nie ufa i podejrzewa, że jako przywódca katolickiego kraju, stoi za śmiercią słynnego ateisty, ale   c h c e   mu wierzyć i szuka oznak dobra. Winston ma brytyjski akcent i nawet gdyby to miała być nowoczesna powieść z wątkiem homoseksualnym, to jednak o ciągoty do elektroerotyzmu Browna podejrzewać nie podobna. Właściwie cały wątek Ambry, księcia Juliana jest chybiony, a podkreślanie katolickości Hiszpanii jest jakieś niewłaściwe, podobnie jak mówienie tak o innych krajach, o ile nie są to państwa wyznaniowe.

Niestety, Brown nie silił się na żadne subtelności. A szkoda. Jest to powieść z tezą i autor nie pozwala o tym zapomnieć ani na moment. Wykształcony, mądry profesor z pamięcią ejdetyczną ma do czynienia po raz pierwszy ze sztuczną inteligencją i co robi? Ufa jej bezgranicznie, słucha we wszystkim i pozwala kierować swoimi krokami. I nic, absolutnie nic Langdona nie tknęło, gdy komputer mu wyjaśniał, że Kirch prosił SI o to, by zwiększyła mu zasięgi, że zostało mu kilka dni życia. Ale zapewne żadnemu z nich starszy brat nie powiedział tego, co mnie (a zapadło mi to w pamięć głęboko), że komputer robi to, co mu każesz, a nie to, czego chcesz. Ale nie tylko Langdon wypada blado w starciu z komputerem - absolutnie wszyscy zachowują się jak po lobotomii. Nie bez powodu uważa się czasy Mitnicka za słusznie minione i uczula ludzi, żeby się nie dawali łapać na metody na wnuczka czy inne oszustwa. Tymczasem ktoś dzwoni z dziwnym poleceniem i nikt go nie sprawdza, po prostu jest wykonywane - przez pracownika, biskupa, księcia - tam aż się roi od naiwnych ludzi. Mitnick miał rację, że najsłabszym ogniwem komputera jest człowiek.

A już wisienką na torcie był eksperyment myślowy w środowisku symulacji komputerowej. Nauka taka poważna, wnioskowanie takie prawdopodobne!
I jeśli odpowiedź na pytanie: „skąd przyszliśmy?” jest naprawdę fascynująca, to odpowiedź na pytanie o cel naszej podróży was zszokuje.
Mnie szokuje, że przez większość książki nikogo nie obchodziło złapanie mordercy Kircha. Na miejscu Langdona, którego policja ściga jako głównego podejrzanego po całej Hiszpanii, poświęciłabym choć jedną myśl, kto to zrobił i jakie miał motywy. Nope. Puszczenie w eter pośmiertnej kompromitacji futurysty i milionera wydało się istotniejsze. 

Całość jest utopiona w sosie z Gaudiego. W zasadzie można by urządzić sobie wycieczkę śladami Langdona, odwiedzającego naznaczone Gaudim miejsca. Zapewne, podobnie jak Brown, można je zobaczyć w google maps. Takąż ma to wartość poznawczą. 

 Nie mogę powiedzieć, że mi się ta powieść podobała. Według mnie miała problemy z utrzymaniem tempa akcji, wkradało się mnóstwo dłużyzn, pseudofilozoficznych i pseudonaukowych rozważań. Nawet dialogi nie podtrzymywały iluzji dziania się. Nie rozumiem motywacji bohaterów (może poza Ambrą, którą mogłam zrozumieć w pewnych aspektach, ale był bardziej z tyłu niż tradycyjne kobiety Bonda, a nawet Langdona), nie rozumiem wymowy tej powieści, nie rozumiem do kogo jest w takim razie skierowana, ale z całą pewnością nie do mnie, choć rozumiem lęk przed postępującą komputeryzacją. Zastanawiam się, czy to dlatego, że to kolejna powieść o zagrożeniach płynących ze strony nowych technologii, czy po prostu temat został zrealizowany przez Browna wyjątkowo nieudolnie.

autor: Dan Brown
tytuł: Początek
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 2017

Komentarze

Prześlij komentarz