O bogowie

Założenia Szeptuchy są dość podobne, jak innych książek o wielobóstwie, jednak u podstaw leży zasadnicza różnica - świat przedstawiony jest prawie taki jak nasz, więc jak to się stało, że jest tak odmienny?


Gosława  Brzóska skończyła właśnie medycynę i zamierza ratować życia w wielkomiejskim szpitalu. Jednak zanim do tego dojdzie, musi odbyć przymusowe praktyki u wiejskiej szeptuchy. Jak wyjaśnia autorka na początku powieści, tego rodzaju powołanie to po prostu prywatna służba zdrowia.

 Szczytem marzeń mojej mamy było, żebym została jedną z tych wsiowych bab, które robią podejrzane medykamenty. Na studiach tłumaczyli nam, że szeptuchy to bardzo ważny element medycyny w Królestwie Polskim. Prawie każde mniejsze miasteczko albo wieś miały przynajmniej jedną własną szeptuchę. Poza robieniem niedziałających kremów do twarzy odpowiadały za podstawową diagnostykę i szybkie udzielenie pomocy. To one decydowały, czy chory powinien jechać do przychodni lub szpitala. Stanowiły pierwszą linię obrony polskiej medycyny – sito, które odsiewa naprawdę chorych od pozorantów i hipochondryków.
Wiedziałam, że są bardzo potrzebne. Bez podstawowej opieki system medyczny w naszym kraju upadłby już dawno. Medycyna zrobiła się bardzo droga. Każde badanie i zabieg generuje ogromne koszty. Szeptucha, która sprawnie wyleczy sporządzaną przez siebie maścią albo kroplami, znacznie odciąża skarb królestwa.

Tak więc Gosia trafia do Bielin na kielecczyźnie, do lokalnej szeptuchy, zwanej czule Babą Jagą. Ma tam szansę poobcować z naturą i być bliżej swojej duchowości. Albowiem okazuje się, że Gosia jest predysponowana do odnalezienia kwiatu paproci, który zakwita raz na dwanaście tysięcy trzysta czterdzieści pięć pełni księżyca, tj. raz na circa about tysiąc lat. I każdy, dosłownie każdy ma interes w tym, żeby kwiat trafił do niego. Najbardziej zależy Swarożycowi i Welesowi, ale nawet Mokosz nie daje szybko za wygraną. Ciężko się uczyć na szeptuchę, gdy najbliższa przyjaciółka okazuje się rusałką,  a w okolicy kręci się wyjątkowo przystojny uczeń żercy, który przypadkowo ciągle na bohaterkę trafia.

Gosia jest postacią w typie Bridget Jones. Jej repertuar potknięć i wpadek nie ma końca. Niby skończyła medycynę w Warszawie, a jest głupiutka jak stonoga i do tego nieprzeciętnie naiwna. Ma dwadzieścia cztery lata i jej jedyną ambicja jest wyjście za mąż, a plany życiowe nie wybiegają poza najbliższy dzień, a przyjaźń jest najpłytszą znajomością - ale może to tylko słabość warsztatu autorki.

W świecie Szeptuchy Mieszko I nie przyjął chrztu, porwał Dobrawę, zbałamucił Odę, kapłankę Swarożyca, i podbił pół Europy. O historycznym prawdopodobieństwie tych wydarzeń dyskutować nie podobna, ale fantastyka ma to do siebie - zawieszenie niewiary przede wszystkim. Komuś jeszcze nie odpowiada logika uniwersum? Odkłada tę książkę i oddala się czytać Marqueza (choć i tu może się potknąć), Fucoulta czy Ishiguro. Miszczuk nie produkuje prozy wymagającej intelektualnie, lecz rozrywkę w najczystszej postaci. I to mnie w tej powieści urzekło - kibicuję z całych sił, żeby Gosia zdobyła wreszcie doświadczenie i przestała się zachowywać, jakby właśnie skończyła podstawówkę
i trafiła w pierwszej gimnazjum na zielona szkołę. Shippuję ją  z całkiem nie tym facetem, z którym na siłę łączy ją autorka (wyjątkowo drewniany romans, ale może to podpałka pod ten płomień, co to ma się rozpalić), ale za to sprawia mi frajdę przełamywanie tego harlekinowego schematu. 

Wcześniejsze powieści Miszczuk były dla mnie nie do przebrnięcia, ale Szeptuchę kupuję i łykam jak młody pelikan, bo ma ciekawy pomysł na świat alternatywny.



autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
tytuł: Szeptucha
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 2016

Komentarze

  1. Mam na półce "Ja, diablica" tej autorki, ale jeszcze nie czytałam, zobaczymy, co z tego spotkania wyniknie ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz