Pociąg do złych chłopców

Po pierwszym takim sobie tomie przychodzi kontynuacja. Zaczyna się dobrze, jest lepiej, ale do dobrego dalej trochę brakuje. Feyra uratowała Prythian przed magiczną klątwą, wykonała trzy próby i wyszła zwycięsko ze starcia z Amaranthą - która była zarazą toczącą krainę 


Wróciwszy szczęśliwie do Dworu Wiosny, dziewczyna szykuje się do ślubu z Tamlinem, ale nie ma ochoty być żoną księcia fae, poza tym ukochany wydaje się inny po dramatycznych wydarzeniach pod górą. Nie dość, że większość czasu spędza na kontrolowaniu ziem i swojej narzeczonej, która czuje się jak w klatce. W dniu ślubu, gdy Feyra jest zapakowana w suknię, która jest marzeniem innej kobiety, i ma wątpliwości, czy w ogóle powinna się plątać w wieczny związek z mężczyzną, o którego tak zaciekle walczyła i przysięgała, że nigdy nie przestanie kochać, a który w tym samym czasie stał się jej zupełnie obcy. Pomoc, jeśli można to tak nazwać, przychodzi z zupełnie nieoczekiwanej strony. Nie po raz pierwszy zresztą. Rhysand, pan Dworu Nocy, zjawia się, by w najmniej oczekiwanym momencie zażądać spłaty długu za wyleczenie strzaskanej ręki pod górą i zabrać ją do siebie na tydzień.

Rozerwana między dworami, Feyra znowu musi odbyć próby, by dowieść swojej wartości Rhysowi. Czyż nie wydaje się to Wam znajome? Ileż razy jedna bohaterka może przechodzić cykl dorastania? Ileż razy może wychodzić z domu, by odbyć te samą podróż? Najwyraźniej raz nie wystarczył. 

Dla odmiany zamiast baśni możemy śledzić re-telling mitu o Persefonie, która część roku spędzała z Hadesem, pod ziemią, a część z matką, sprowadzając wiosnę. Jednocześnie pokazuje (po raz kolejny) budowanie więzi i ostateczną rozprawę z Wielkim Wrogiem. Powracają też siostry Feyry, które zniknęły na jakiś czas, a teraz chyba się rozgoszczą na dobre w trzecim tomie.

Do zasadniczych zalet powieści należy budowanie charakterów. Wraz z dość szybką akcją tworzą mieszankę, dzięki której ciężko przerwać czytanie. Główną role odgrywa (poza Feyrą) Rhysand, który odkrywa przed bohaterką tajemnice jej nowych umiejętności, które dostała razem z nowym ciałem od panów wszystkich Dworów. Od niego dostała możliwość czytania myśli i wpływania na nie, ale samo posiadanie takiego daru jeszcze nie świadczy o możliwościach jego prawidłowego użycia. Ponadto spełnia obietnicę i uczy Feyrę czytać i pisać, aby już całkiem mogła się poczuć jak równa wszystkim z wysokich rodów. Wydaje się stanowczo ciekawszy niż nijaki Tamlin, który co prawda traktował Feyrę jak księżniczkę, ale nigdy jako równą sobie.

Mimo pewnych niedociągnięć powieść jest wciągająca i niecierpliwie czekam na trzeci tom, który co prawda ma zamknąć wątek Feyry, ale Maas ma w planach kolejne historie w świecie Prythianu. Mam nadzieję, że bohaterem będzie Lucien, który wciąż jest jednym z ulubionych bohaterów!

Komentarze

  1. Też liczę, że kolejna część będzie o przygodach Luciena, tak znacząco znika w trzeciej części i powraca na finałową walkę, aż się prosi się o część poświęconą jego perypetiom ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz