Słów kilka o Dworze cierni i róż

Dwór cierni i róż Sary J. Mass wpadł mi w ręce w czasie choroby. Wiele słyszałam o pierwszej serii tej autorki, Szklanym tronie, i że ta seria jest o niebo lepsza. Hmm...



Fabuła
Feyra ma ciężkie życie. Naprawdę ciężkie. Jest Kopciuszkiem do kwadratu i Katniss do sześcianu. Jej rodzina boryka się z nędzą, siostry pamiętają czasy minionego dobrobytu i potrafią tylko rozpaczać nad utraconą świetnością i przegapionymi szansami. Ojciec, odpowiedzialny za utratę majątku i upadek rodziny, okaleczony przez wierzycieli, popadł w marazm i rzeźbi w drewnie figurki. 
Bohaterka czuje się w obowiązku nakarmić głodną rodzinę, więc nauczyła się wszystkiego o polowaniu, podglądając myśliwych. I pewnego zimowego dnia udaje jej się wrócić z sarną i skórą wilka. Nie czeka długo na konsekwencje polowania, rychło w drzwiach staje potwór. Jest on przedstawicielem prastarej rasy fae, odgrodzonej od świata ludzi magicznym murem. Bestia jednak rozbija drzwi, oznajmia że wilk, którego skórę Feyra sprzedała na targu, był przyjacielem i za odebranie mu życia, zgodnie z pradawnym traktatem między ludźmi a fae, dziewczyna musi udać się z nim do magicznej krainy - Prythianu.
Pogodzona z losem trafia do pałacu, w którym przychodzi jej cierpieć w luksusie, do momentu, w którym odkrywa, że bestia jest tak naprawdę zaczarowanym księciem.


Serio.


Bohaterka
Lata życia w nędzy odcisnęły piętno na Feyrze. Jest zaniedbana i nie kryje zdumienia zachowaniem siostry, która "(C)hociaż zawinęła się w podniszczony koc, jej włosy w kolorze starego złota – takim samym u całej naszej trójki – były nienagannie upięte. Osiem lat życia w ubóstwie nie zabiło w niej nawyku dbania o swój wygląd".
Czas zresztą w powieści jest nadzwyczaj względny i rzadko się sumuje, ponieważ "(B)yłam jeszcze mała, kiedy nasza rodzina straciła pozycję i całą fortunę. Zdążyłam opanować ledwie podstawy eleganckiego zachowania, czytania i pisania". Jeśli była bardzo mała, miała (powiedzmy, mierząc do naszej kultury, sześć lub siedem lat) i przeżyła dalsze osiem w biedzie, to powinna mieć jakieś piętnaście, góra szesnaście lat. Hmm... I od dwóch lat bardziej niż się przyjaźni z wioskowym chłopakiem?
Jednocześnie jest dość inteligentna, potrafi się dostosować do rożnych warunków. Dotychczasowe życie jej nie złamało, przeciwnie, jest twarda, przyzwyczajona do ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Nawet gdy trafia we wrogie środowisko fae, stara się sobie zapełnić czas zwiedzaniem okolic, polowaniami i rozrywkami nietypowymi dla dziewcząt. I z drugiej strony mam tylko wrażenie, że Feyra jest już taka znakomita i taka silna, i szybka, i lojalna, i odważna, i otwarta, i wyrozumiała... że nie ma już miejsca na rozwój postaci.

Akcja
Czytając tę historię przyporządkowywałam kolejne wydarzenia do kolejnych baśni. Odnalazłam bez trudu Piękną i bestię, Żabiego króla, Kopciuszka i zapewne wielu innych motywów nie rozpoznałam, albo nie pamiętam tytułów baśni.
Jest to klasyczny Bildungsroman z akcentem feministycznym, gdzie dziewczyna wychodzi z domu, by osiągnąć dojrzałość. I autorka bardzo konsekwentnie prowadzi narracje w tej konwencji, nie zapominając nawet o tym, że jeśli ktoś jest piękny, to musi być dobry, co niesie ze sobą pewien dysonans poznawczy, gdy pojawia się zaciekły wróg (jakżeby inaczej), książę Rhysand.
Mass wrzuca czytelnika w środek akcji, wydarzenia pędzą jedno za drugim, nie dając bohaterom chwili wytchnienia, ale też i chwili na refleksję. Dwór cierni i róż nie pozwala się nudzić, wciąga w intrygę od pierwszej strony i kusi tajemnicami.

Ostatnie o czym muszę wspomnieć, to język. Nie da się jednak przejść obojętnie wobec licznych niekonsekwencji.
* Sprowadził mnie ze wzgórza i powiódł na przełaj w blasku księżyca.
* Nie mogłam się też zdecydować, czy powinnam czuć wściekłość czy ulgę, że tak dobrze im się wiodło pod moją nieobecność.
* Przytrzymałam się blatu stołu. Gdyby nie on, osunęłabym się na podłogę.
* Wilk wystrzelił z krzaków i pomknął w stronę łani.
* Wystrzeliłam drugą strzałę.
* – Udało się wam coś ustrzelić? – Każde słowo sprawiało wrażenie wyciosanego z zimnego kamienia.

Było jeszcze kilka innych uroczych błędów stylistycznych/logicznych, więc myślę, że można popracować nad uspójnieniem językowym.

Komentarze