O przypadkiem przeczytanej książce, która stała sie powodem do wstydu

Czekając na farbowanie włosów, przeczytałam powieść Pauliny Świst, pt. Prokurator. Z okładki zachęca napis "Ostry seks, ostry język, ostra akcja. Jeszcze żadna nowa gwiazda nie eksplodowała z taką siłą na firnamencie polskiego kryminału". A ponieważ Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto, a kolejka do fryzjera była dwuipółgodzinna, zabrałam się do lektury, spodziewając się kolejnego bękarta Greya.

Fabuła
W poszukiwaniu emocji i zapomnienia, Kinga wybiera się do klubu z przyjaciółką, a wychodzi z przystojnym facetem, z którym postanawia odbyć stosunek i nigdy więcej go nie zobaczyć. Więc  oczywiście spotyka go w nowej pracy i okazuje się, że tajemniczy Łukasz jest prokuratorem w sprawie przeciwko jej klientowi.  Najpierw jej przypadkowy kochanek podejrzewa, że Kinga sypia także ze swoim klientem, potem przyjacielem i na koniec dowiaduje się, że w tle jest mąż.  Nie przeszkadza mu to jednak  przyjąć dziewczyny pod swój dach, gdy staje się ofiarą napaści.
Jak na kryminał, to wątku kryminalnego są ilości homeopatyczne,  rzekłabym. Plącze się gdzieś w tle jakiś szef mafii, ale zdaje się zupełnie nie przeszkadzać bohaterom w uprawianiu seksu   i awanturowaniu się co chwilę.


Bohaterka/bohater
Narracja jest prowadzona dwutorowo, zarówno z perspektywy Kingi, jak i Łukasza, co jest dziwnym rozwiązaniem stylistycznym, szczególnie że epizody trwają tyle, co scenki w  Modzie na sukces. I gdy zdezorientowany czytelnik próbuje się połapać w poszatkowanej fabule i skaczącej osi bohatera, właściwie o bohaterach nie da się powiedzieć niczego konkretnego. Ona ma złamane życie i próbuje poskładać je w całość w innym mieście, stara się być wziętą panią adwokat i wyzwoloną kobietą, a przy tym jest złośliwa, ale bez tego polotu, który na przykład serwuje Chyłka. Ma wiele męskich cech i zainteresowań, na przykład nie przywiązuje wagi do romantycznych gestów, lubi piłkę nożną i kibicuje drużynie Portugalii.
A pan prokurator? W większości scen wychodzi na chama i buraka. Po tym, co zaserwował partnerce podczas pierwszego zbliżenia, powinien dostać w twarz, a nie kolejną szansę. Jest oczywiście pracoholikiem, poślubionym swojej pracy, dystansuje się do wszystkich i wszystkiego, a jako rozrywkę traktuje wypad do klubu brata i podrywanie połowę młodszych dziewczyn na jedną noc.

Akcja
Gdy czytałam tę książkę, miałam wrażenie, że czytam wyjątkowo wulgarnego harlekina. Powieść jest napisana prostackim językiem. Jeśli to świadczy, o jego ostrości, to wolę jednak jego literacki odpowiednik. Ogólnie mam wrażenie, że sfera językowa kuleje w sferze intymności, waha się między infantylnością i ordynarnością, a po środku jest niewiele, by nie powiedzieć, że nic. Niestety, po serii jeba***, piep***, pier*** i jeszcze odrobinie jeba***, miałam dość. Wydaje mi się, że całość by zyskała, gdyby autorka zrezygnowała z tego prostackiego aspektu.
Ponadto - gdy czytam, że będzie ostra jazda, to spodziewam się nie-wiadomo-czego, a dostaję słaby opis bez jakiś wyjątkowych wygibasów i wzlotów, a jedyne co wyróżnia ten stosunek ze wszystkich innych jest to, że jest pozamałżeński. Podsumowując - bez zachwytów. Słaby kryminał, słaby język, słaba  fabuła, słabi bohaterowie.
Kac po lekturze gratis.

Wracając do  napisu z okładki, mam wrażenie, że ta supernowa się szybko wypali.


P.S. Okładka mi się podoba. Najbardziej z całej książki.

Komentarze

  1. Jeśli okładka jest najlepszym co do zaprezentowania ma ta książka to rzeczywiście nie chcę poznać reszty :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz