Gołe baby - i wszystko jasne

Twórcy filmu biograficznego o Relidze postanowili kuć żelazo póki gorące i przybliżyć widzom życie skandalistki PRL-u - Michaliny Wisłockiej.



Jakoś ominęła mnie pokątna lektura Sztuki kochania, niemniej słyszałam, że mówiło się o niej tylko szeptem. Ale dopiero film uświadomił mi w pełni, jakim problemem było wydanie jej w Polce trzydzieści lat temu. 

Film nie trzyma się linii czasowej, jest podzielony na kilka epizodów, w których widz ma okazję poznać Wisłocką (Magdalena Boczarska) od czasów młodości, poprzez jej nietypowe małżeństwo, studia, pracę, pisanie książki i próby jej wydania. 

Początki mają miejsce jeszcze w czasie wojny, gdy Wisłocka poznaje przypadkiem swojego przyszłego męża, biologa. Jednocześnie film pokazuje, że pożycie małżeńskie nie było dla niej przyjemnością i z radością wdrożyła do swojego życia ideę zaczerpniętą z powieści o naukowcu, który żył w trójkącie z dwiema kobietami - jedną do seksu, drugą do intelektualnych igraszek. Gdy w jej życiu pojawiła się znowu przyjaciółka z dzieciństwa, Wanda (Justyna Wasilewska), by uratować Wisłockich przed wywózką do obozu, dość naturalnie wpasowała się w tę sytuację, wypełniając w małżeństwie lukę po intymności.

Film pokazuje Wisłocką jako naukowca, kobietę pełną pasji, ale nieszczególnie życiową. Znajduje to potwierdzenie w wywiadach, których udzieliła wnuczka, o tym że była ona obciążona Aspergerem. Nie odnajdowała się także jako matka, bardziej zajęta wydawaniem książki, pracą w poradni czy odkrywaniem seksu pozamałżeńskiego.

Wydaje mi się, że można w Polsce powoli zaobserwować nieśmiałą tendencję do obrazowania biografii - co wychodzi znakomicie. Lepiej niż inne filmy (złote czasy etiud już minęły) i niż biografie zagraniczne (nie wiem, czy chcę wracać pamięcią do tragedii, jaką okazał się film o Curie-Skłodowskiej). Nawet pojawia się tu Kot jako Religa :)
Polecam obejrzenie bardzo: realia PRL-u takie prawdziwe, Magdalena Boczarska gra bardzo dobrze, a historia jest opowiedziana naprawdę fajnie, choć pod koniec film zmienia tempo i poetykę, ale ma to uzasadnienie.

Mam tylko wątpliwosć na koniec - kim jest chłop z pierwszej sceny?

Komentarze

  1. O. Poczułam, że chce obejrzeć, po raz pierwszy, dzięki, będę wracać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Mam tylko wątpliwosć na koniec - kim jest chłop z pierwszej sceny?"
    A wiesz, że ja też to rozkminiam? Co więcej, czytałam książkę, na podstawie której powstał film - i dalej nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że nieuważnie oglądałam, bo byłam z synem w kinie, co jednak jest pewnym wyzwaniem. Ale widzę, że jednak coś w montażu nie pykło ;)

      Usuń

Prześlij komentarz