Miasto-bohater

Jadowska to moje guilty pleasure.  Czytam z komórki na spacerach czy tuż przed zaśnięciem, więc postępy ostatnio jakby mniejsze, ale się nie poddaję. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów rozpoczyna kolejny cykl superbohaterski, nic więc dziwnego, że główna bohaterka, zwana dalej Nikitą, chce być jak Dora Wilk, gdy dorośnie. Póki co jest zabójczynią na zlecenie jakiegoś szemranego Zakonu (że niby Watykan się ich wyparł), ale gdyby nie inne imię, to nie zauważyłabym różnicy*. 


Nikita pracuje sama, zabiła ostatniego partnera, poprzedniego chyba też. Dość powiedzieć, że nie jest lubiana. Na tyle że własna matka jej nie lubi i traktuje jako narzędzie, a ojciec się jej wyparł. Więc gdy znajduje pod swoim prysznicem kolejnego partnera, jego również postanawia zabić, zanim on zabije ją. No i tak o tym zabijaniu przez całą książkę. 

Nikita pracuje jako zabójczyni dla Zakonu. Czym jest ten Zakon - nie wiadomo. Kogo ma zabijać? Kogo każą. Kogo zabija? Kto się napatoczy. Coś Wam to przypomina? Jadowska to kolejna (obok Mroza i Ćwieka - i zapewne kilku innych) autorka, która nie kryje swoich inspiracji. I naprawdę rozumiem, że literatura popularna jest schematyczna, jest powtarzalna, ale szanujmy się. Nie po to sięgam po książkę, żeby dostać marnym serialem (tak, spośród wszystkich nikitopodobnych wyrobów, Jadowska wybrała serial jako intertekst) między oczy. Ostatecznie Nikita tych trupów na koncie nie ma jakoś znacząco więcej niż Dora.

Muszę przyznać, że skusiłam się po przeczytaniu, że akcja dzieje się w Warszawie. I w odróżnienia od Torunia z tego samego uniwersum - w przypadku Warsa i Sawy ma znaczenie budowa świata. Ze względu na wojenna zawieruchę Warszawa została odcięta od innych miast i linii magicznych, a wewnętrzny obieg magii powoduje degenerację aglomeracji i zdziczenie prawobrzeżnej części. Prawdopodobnie doszłoby do tego samego również i w drugiej części stolicy, ale trzech bohaterów z poświęceniem uratowało od zagłady dzielnicę narażoną najbardziej. Jednak zniszczenie postępuje, a magiczna czkawka nawiedza miasto raz za razem, zmieniając jej mieszkańców w dzikie bestie. 

Wars i Sawa są znacznie ciekawsze niż Thorn. Ten zresztą nie zajmował jakiegoś szczególnego miejsca w opisach, natomiast alternatywna Warszawa ma zdecydowanie większą moc oddziaływania zarówno na bohaterów, jak i na czytelnika. I to wyróżnia powieść spośród zwykłych weekendowych czytadełek o Mery Sujkach, które dzięki swoim mięśniom, wielkim giwerom, niesamowitej zawartości mózgu oraz wspaniałym przyjaciołom, którzy się do bycia przyjaciółmi nie przyznają (he he he) ratują świat.



*Poleciłam koleżance i ona nie zauważyła różnicy, tylko zapytała mnie, dlaczego imię zmienione.

Komentarze