Brudna polityka po polsku

Mróz tym razem pokazuje, jak się robi w Polsce amerykańską politykę. Tak z okładki krzyczy napis "Polskie House of Cards". Dawno nie widziałam nic bardziej absurdalnego. W każdym razie nie ma tam ani jednego posiedzenia sejmu, więc jeśli jesteście fanami kolejnych czytań projektów ustaw, to raczej nie będzie to dobra lektura. Bo tu jest całe mięcho i brzydkie kulisy.


Mróz to Mróz - stosuje tę samą taktykę mistrza Hitchcocka - powieść zaczyna się od trzęsienia ziemi a potem napięcie rośnie. Tym razem też zaczyna z wysokiego C: marszałek sejmu, Daria Seyda, obudziła się w podwarszawskim hotelu nawalona jak stodoła i co robi? Dzwoni do współpracownika, żeby ją odwiózł do fabryki*. Jak myślicie, ile stron zajmie, zanim ją to kopnie w tyłek? No, ale nie ma czasu na pierdoły, bo właśnie prezydent ujawnił, że jest terminalnie chory i zrzeka się urzędu, żeby podjąć leczenie. I tak to bywa w takich przypadkach, zostają rozpisane wybory prezydenckie. Seyda startuje, a jej najgroźniejszym przeciwnikiem jest Patryk Hauer - polityk, który jest najpopularniejszy wśród młodych i aktywnych na portalach społecznych. Nie był to jednak jego pomysł na życie, on chciał być premierem. Ale Milena, jego żona, także ma ambicje polityczne i zagraniczne studia, które mają jej pomóc wylansować małżonka na przywódcę narodu. Ale nie tylko ona ma plany wobec Patryka. Jest on również uzależniony od przewodniczącej swojej partii, Teresy Swobody. Nie tylko od niej jest uzależniony, ale o tym wie tylko oni jego dostawca. 

Tymczasem ginie jeden z pozostałych kandydatów na prezydenta. Ktoś manipuluje komisją śledczą w sprawie morderstwa Polaka za granicą. Hipsterski dziennikarz wpada na trop powiązań premiera z innym hipsterskim dziennikarzem. O dziwo wszyscy poza premierem  znikają. Wydarzenia galopują, krew się przelewa, bohaterowie się miotają, trup się ściele (relatywnie) gęsto, ciśnienie rośnie, rzeczy się dzieją... Szybko, dużo - nagromadzenia są cechą charakterystyczną stylu Mroza. Przeczołgała mnie ta książka, a wynik wyborów jest zaskakujący niczym ogłoszenie Oscara za najlepszy film za 2016 r. 

Na koniec mam tylko jedno pytanie: co autor ma z tymi nazwiskami, że są takie w opór niepolskie? Na plus należy zapisać, że błędów jakby mniej, ale za to grubszy (odmiana przez przypadki!!!): 
"WIL utyskiwał na nią twierdząc, że chce wprowadzenia kolejnych regulacji w gospodarce, która powinna zostać uwolniona od państwowych oków".
Że co?
Co to są państwowe oka? Myślałam, że państwo^W, tfu, pańskie oko konia tuczy!

Czy to jest polskie House of Cards? W pewnym sensie - ani tamtych, ani tych bohaterów nie lubię, ale w obu przypadkach śledzę te ich losy. I w obu przypadkach wiem, że mogłabym pewnie słuchać czegoś lepszego, ale nie samym Clarkiem człowiek żyje, a do krojenia warzyw na obiad dla syna  - jak znalazł.





* W sensie do sejmu.

Komentarze