Wszystkie kobiety Wiktora Forsta

Wiktor Forst jest bohaterem trylogii Remigiusza Mroza - cudownego dziecka współczesnej literatury rozrywkowej. I kiedy piszę "współczesny", mam na myśli kilka ostatnich lat, nie dekad, jak to zwykle bywa.

Na Mroza trafiłam na promocji w audiotece, cały pakiet czytany przez Krzysztofa Gosztyłę. Audiobooki można lubić lub nie, można też lubić niektóre. Mnie się podobają te, czytane przez Gosztyłę. Nie lubię czytających kobiet (i gdy śpiewają metal). Coraz trudniej mi czytać, gdy syn (jak to dzieć) coraz większe wymagania (a mówili, że niemowla to śpio i jedzo). Zaczęłam słuchać, mąż zaczął słuchać, kazał na siebie czekać, aż z pracy wróci. 

Powieść zaczyna się morderstwem a później napięcie rośnie. Komisarz Forst bada morderstwo, od którego doszło na Giewoncie. Szybko zostaje odsunięty od sprawy, ale nie jest człowiekiem, który słucha rozkazów i łatwo odpuszcza, wiec zajmuje się śledztwem na własną rękę.

Mróz ma dość charakterystyczny sposób budowania postaci: poprzez uwagi innych. I tak wiemy, że nosi koszule w kratę: "Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaką ma opinię. W najlepszym wypadku był postrzegany jako nieprzesadnie sympatyczny policyjny wyjadacz, na którym trupy dawno przestały robić wrażenie. W najgorszym – jako degenerat. Niespecjalnie szło mu budowanie własnej marki wśród kolegów po fachu, a czerwono-czarne flanelowe koszule w kratę i wytarte jeansy, które stanowiły jego osobisty odpowiednik munduru, z pewnością w tym nie pomagały"(Ekspozycja);
"- Nie przyjmuję przegranych spraw, nawet jeśli potencjalny klient wygląda jak buntowniczy rockman.
– Słucham?
 – Widziałam pana w telewizji. Fajne koszule" (Trawers).


Romantyk
Ale prawda jest taka, że komisarzowi wszędzie towarzyszą kobiety i zdaje się, że to one go definiują. Przygodę zaczynamy z Olgą Szrebską - dziennikarką, która na żywo komentuje spod Giewontu:
"Wiktor obserwował, jak Olga Szrebska przejmuje dowodzenie na Kondrackiej Przełęczy. Poprzesuwała ciekawskich, organizując sobie skrawek miejsca przed taśmami policyjnymi. Zdołała zmieścić tam siebie i kamerę, która teraz rejestrowała, jak dwóch policjantów zbliża się do dziennikarki. Włosy miała upięte z tyłu w niewielki kok, który nijak nie pasował do krótkiej kurtki z logiem stacji telewizyjnej. Uwagę komisarza przykuło jednak coś innego.
– Widzi pan te pośladki?" (Ekspozycja)
Owe pośladki prowadzą bohatera za granicę, do więzienia, do lasu, na szlaki, pod śnieg, do piwnicy i do willi. Szrebska to bystra babka, love interest bohatera, ale gdy śledzę opisy w książce, to mam wrażenie, że czytam 50 twarzy Greya, a ubóstwo językowe  razi. Otóż kobieta kiwa głową, pyta, upomina się o uwagę... nie no, upraszczam, bo jeszcze patrzy, siedzi i myśli na trzy sposoby (przyswaja, zamyśla się i skupia). Jednak widać robi to na tyle seksownie, by Forst rozmyślał o zaciągnięciu jej najpierw do łóżka, a w dalszej perspektywie do USC.

Drań
Nie mniej ciekawie został pokazany dawny związek z Agatą Osicą - córką podinspektora. Zresztą im dalej w las z fabułą, tym poważniejszy się okazuje. Na pierwszych stronach pierwszego tomu jest wspomniane, że "(...) Forstowi kilkakrotnie zdarzyło się wylądować w łóżku z jego [podinspektora] córką". Tymczasem w Przewieszeniu mówimy już o związku: "Przez moment zastanawiał się, dlaczego zakończył ten związek. (...) Kiedy Agata i Forst zaczynali się spotykać, nie wieszczył im świetlanej przyszłości – potem jednak powoli zaczynał widzieć w podwładnym kandydata na zięcia". Tak totalnego braku konsekwencji u autora i syndromu wyparcia u bohatera nie widziała od czasów Sagi o Ludziach Lodu - co prawda relacja była nieudana, ale dlaczego ją zakończyłem? A tak, partnerka była zołzą.

Przestępca
Gosztyła miał bardzo irytującą manierę czytania nazwiska Dominiki Wadryś-Hansen z bardziej śląska niż w pisowni, dzięki czemu wciąż brzmi mi w głowie jako Wadrich-Hansen. Znaczy pani prokurator niby swojska, a jakby z importu*. Pomijając tę fonetyczną niewygodę, ją z kobiet Forsta lubiłam najbardziej. Pomimo że "Kładła duży nacisk na to, jak wygląda, bynajmniej nie dlatego, że była próżna. W jej zawodzie kobiety musiały odpowiednio się prezentować, by z jednej strony budzić szacunek, a z drugiej nie sprawiać wrażenia psychopatek" (Przewieszenie).
Że co???


Z drugiej strony najbardziej się zmieniła pod wpływem zdarzeń, z lady przeobraziła się w normalną kobietę, a jej relacja z Osicą to najprawdziwszy związek, jaki zaistniał w tej powieści. Mimo to, miałam momentami wrażenie, że kogoś mi przypomina:  "W budynku była winda, ale Wadryś-Hansen lubiła przechadzać się korytarzami. Była tutaj szychą i czuła to, gdy mijali ją pracownicy prokuratury. Uważała, że nie ma nic złego w tym, by trochę podbudować swoje ego. Pewny siebie oskarżyciel to dobry oskarżyciel" - #CiociaChyłka.

Mam wrażenie, że Mróz się naczytał Jo Nesbø  (BTW, kolejne nazwisko w wykonaniu Gosztyły, które nie brzmiało jak powinno #FonetykaiFonologia). I świetnie, lubię Jo Nesbø. Podobało mi się tempo akcji i liczba epizodów na stronę (w sensie zwrotów wzmiankowanej akcji #poetyka). I żeby nie było, że się czepiam (#czepiamsię), widzę że autor ma większy potencjał. Gdyby pocisnął, byłby bardziej. Podobnie jak z Gosztyłą, jest tak świetny, że gdy źle przeczyta "Jo", to aż przykro. Gdy więc słyszę kalki z angielskiego (tak!), to mam żal, ale nawet nie do autora, on nie  musi umieć w język (choć ostatnia Chyłka dowodzi, że jest aspirujący i wie, czym jest imiesłów), ale redaktor mógłby robić to, za co mu płacą. Niech ja dorwę papierowe wydanie i się dowiem, kto odpowiada za krwawienie moich uszu. Trochę się jednak cieszę, że nie widziałam tych literówek, które zapewne zostały, bo jeśli grube błędy poszły, to co tam przecinki i orty...
Zakończenie mnie wbiło w ziemię.
A jestem z tych połykaczy kryminałów, którzy od dziesiątej strony, a najdalej od trzeciego rozdziału wiedzą, kto zabił.





*Kto miał manierę zaczynania zdania od "znaczy"? Pytanie całkiem OOT, ale chyba z mojej ulubionej książki.

Komentarze

  1. Osobiście bardziej podobały mi się przygody Forsta niż Chyłki i Spółki. Bohater jakby bardziej z krwi i kości, choć może dlatego, że łatwiej mi się utożsamić z detektywem degeneratem niż z adwokat degeneratką ;)

    Chociaż Zordon to taki właśnie najbardziej ludzki element, z którym można się utożsamiać :) #ktoczytaltenwie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patologia to nie od razu degeneracja. Ciekawa jestem serialu i trochę mam nadzieję, że gościnny występ Dereszowskiej w audiobooku nie jest żadną zajawką.

      Usuń

Prześlij komentarz