Leć po marzenia

Bardzo chciałam obejrzeć film pt. Eddie zwany Orłem, zachęciły mnie do tego (oczywiście) zwiastuny. Niestety, dystrybutor wycofał się z pokazów kinowych w Polsce. Jednak dla chcącego - nic trudnego. 


Od zawsze marzeniem Eddiego (Taron Egerton) było wystąpienie na igrzyskach. Już jako dziecko pokonywał własne słabości i po każdym pobitym rekordzie wybierał się na przystanek autobusowy, by spełnić swoje marzenie o zostaniu znanym sportowcem. Jednak dla chłopaka, który nosi okulary o szkłach grubości denka od butelki i zerowej koordynacji ruchowej, realizacja planów była bardzo daleko. Niemniej - nigdy się nie poddał.

Ojciec Eddiego nigdy go nie wspierał w dążeniu do spełnienia marzeń. Był robotnikiem i w tym samym zawodzie widział swego syna. Natomiast matka (Jo Hartley) niby wspiera te dziecięce marzenia, ale pozwala ojcu być tym złym, który sprowadzi Eddiego na ziemię. Gdy nawet dla bohatera staje się oczywiste, że ze startu w igrzyskach nici, orientuje się, że oprócz letnich, są też zimowe. Angażuje się w zjazdy narciarskie, niestety, zostaje usunięty z drużyny olimpijskiej. Eddie jednak nigdy się nie poddaje. Podczas treningów skoków narciarskich poznaje kierowcę ratraka - Bronsona Peary'ego (Hugh Jackman) - byłego skoczka, obecnie pijaka. Jest to postać inspirowana jednym z dwóch trenerów Eddiego, Chuckiem Berghornem. 

Jest to pełen humoru ciepły film familijny, który pokazuje, że impossible is nothing i wystarczy bardzo czegoś pragnąć, by to mieć. I że zawsze jest ktoś, kto co prawda uważa cię za wariata, ale stoi u twego boku. Polecam - jest idealny jako kino familijne i do obejrzenia przed finałem Euro!

Komentarze

  1. "film familijny, który pokazuje, że impossible is nothing i wystarczy bardzo czegoś pragnąć, by to mieć."

    To nasi chyba oglądali ten film przed występem na Euro ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz