Denko 2

Dzielenie się z Wami moimi sukcesami powoduje, że czuję się bardziej oszczędna, rozsądna i dorosła ;) A przy okazji mogę się podzielić moimi przemyśleniami.


1. Sprzęt do zdejmowania hybrydy. Użyty raz, by się przekonać, że jest nieekonomiczny (nalewa się do pojemniczka acetonu, na wacik leje się go zdecydowanie mniej), źle zaprojektowany (nie na każdy palec da się nałożyć one fits all) i przecieka. Żegnamy się bez żalu. Zamówiłam dla odmiany klipsy, żeby zobaczyć, czy są lepsze od folii.



2. Suchy szampon Batiste. Znacie te dni, gdy budzicie się i włosy macie całkiem fajne, ale okazuje się, że musicie gdzieś iść i nagle macie na głowie oklap i nie całkiem świeżą czuprynę? Jeśli nie, to zazdroszczę. U mnie zawsze tak to działa - wstaję i oceniam, ze nie muszę myć, a zanim wyjdę do sklepu to mam smętne farfocle. Do poprawy fryzury i mojego humoru służy właśnie suchy szampon. Jedyne, co się zmienia, to zapachy.



3. W temacie włosowym zostając - ocet malinowy Marion. Właściwie nie wiem, co miał robić, bo nie robił nic. Pachniał podczas psikania. Żegnamy się bez żalu.


 4. Balsam do ciała Yves Rocher z limitowanej bożonarodzeniowej serii gruszka z karmelem. Zapach! Choćby dla zapachu warto go kupić. Mieliśmy trudne początki, ale ostatecznie udało nam się dogadać i uważam, ze nieźle nawilżał.



5. Szampon do włosów Yves Rocher. Dostałam go w jakiejś promocji i miałam na niego uczulenie. Ale pędzle po nim pięknie błyszczały :)



 6. Krem do stóp z miętą i eukaliptusem. Zapoczątkował u mnie niezdrową fascynację tym zapachem. szkoda, że nie chłodził. Nawilżał, natłuszczał, zmiękczał i pachniał.



7. Holika Holika krem BB. Szkoda, że zmienili mu opakowanie, to w kotki było fajniejsze :) Ale środek ten sam, sprawdza się idealnie, szczególnie zimą, gdym blada.



 8. L'Biotica serum do rzęs. Biała pasta ze szczoteczką od tuszu. Nijakiego działania nie zauważyłam, może raczej się sprawdzała jako baza pod tusz, ale... no nie.



9. Jeden ze słynniejszych tuszów za dychę - Miss Sporty.  Gdy jest nowy - jest mokry. Gdy wyschnie, można go wyrzucić, bo się osypuje. Zmycie go z rzęs wymaga prawa jazdy na ciągnik - jest tak skomplikowane. Niby ok, ale wolę poczekać na promocję na Max Factora.



 10. Olejek do zmywania twarzy Bielendy z olejem arganowym. Miał fajną konsystencję, która zmieniała się w piankę pod wpływem wody. Ładnie mył był bardzo przyjemny, ale! Drogi i niewydajny mimo wszystko. Raczej się nie zobaczymy więcej.



 11. Cudo do stylizacji brwi z Wibo. Nadaje kolor i ma włókienka, które uzupełniają ubytki. Niestety, moich zwichrowanych brwi nie ujarzmia na specjalnie długo.



12. Miodek z Oriflame. Trochę nie rozumiem szału na ten produkt, a trochę sobie nie wyobrażam bez niego życia.  Gdy zimą przemarzną mi dłonie, nakładam uczciwą warstwę i zachwycam się efektem. Natomiast nałożony na usta jest fuj i wydaje mi się, że bardziej wysusza. W każdym razie mam zwykle w domu, na wszelki wypadek.



13. Miniaturki żelu pod prysznic i mydła Biały Jeleń kupione na pobyt w szpitalu. Jak już kiedyś pisałam - nie mam żadnych wymagań względem żelu pod prysznic, tym bardziej jeśli nie ma go gdzie wziąć (a szpital był specyficzny pod tym względem), więc po prostu je zużyłam i tyle. Jeśli jeszcze będę kiedyś się wybierać do szpitala, zapewne znowu kupię takie miniaturki.



14. Żel chłodzący do stóp Yves Rocher. Dostałam go gratis w poprzednie wakacje i nie używałam, ponieważ pachniał lawendą.  Jednak wiosną go przeprosiłam, choć jego efekt chłodzący nie trwa specjalnie długo, to wystarczyło, bym zdążyła zasnąć. Kupiłam drugi w zamian, bo mi się dobrze sprawdzał.



15. Woda toaletowa Elisabeth Arden Green Tea. Często jest tanio i w promocji. Używałam jej tylko wiosną i latem, więc butelkę o pojemności 100 ml zużywałam 4 lata. Na razie robię przerwę, bo aż nadto tej zielonej herbaty.


16. Pasta do włosów Got2be.  Gęsta, pięknie pachnie i świetnie utrwala. Najlepsza, choć jakość jest odzwierciedlona ceną. Jednak kupiłam ostatnio zamiennik polskiej firmy, który też pięknie pachnie, ale nie jestem tak zadowolona.



17. Szampon polecony przez fryzjerkę. Dostaję uczulenia na głowie na samą myśl o innych szamponach,  więc dobrze mieć pewniaka, który łagodzi podrażnienia. Szkoda, że jest jak święty graal i tak trudno go dostać. Gdy ostatnio go dorwałam w Biedronce, byłam wniebowzięta.



18. Myślałam, że to szampon polecony mi przez fryzjerkę. Skład identyczny, ale widać proporcje inne, bo nie działał tak dobrze.



19. Balsam do ciała Uzdrowisko Busko-Zdrój. Najlepszy nawilżacz, jaki miałam od bardzo dawna. Piękny zapach, szybkie wchłanianie, skóra jak u niemowlaka. Byłby ideałem, gdyby nie to, że można go dorwać tylko w internetach.



20. Balsam przeciwko rozstępom Perfecta.  Nie mam rozstępów :) Wystarczył mi na miesiąc stosowania raz dziennie, co mi się wydaje dość słabym wynikiem (zważywszy, że różne balsamy zużywam rok czy dłużej, ale chyba - chyba! - tym się gorliwiej smarowałam).



Nałożony autoszlaban na zakupy kosmetyczne działa całkiem nieźle. Co prawda skusiłam się niedawno na perfumy i za sprawą Doroty kupiłam je bardzo tanio, a do tego dorzuciłam cienie do powiek (których mam zapas do końca życia i parę lat dłużej), a gratis dostałam kolejne perfumy (których ostatecznie i tak ostatnio nie mogę używać), to jednak widzę, że zapasy się kurczą i nic się nie psuje, nie wyrzucam pełnych opakowań. Mam też większą świadomość tego, co mam jeszcze do zużycia.

Komentarze