Czytadło wakacyjne

W tym tygodniu znowu będzie o książce Jadowskiej - jak wspomniałam w poprzednim wpisie, tworzy ona spin-offa do sagi o Dorze Wilk. Bohaterem będzie Witkacy, moja ulubiona postać z tego uniwersum, miałam więc nadzieję, że dla odmiany tego nie popsuje.

Nie zawiodłam się!





Pierwszy raz będę dobrze pisać o powieści spod pióra mojej ulubionej a(ł)toreczki, więc jest to pamiętny wpis. 

Fabuła
Piotr Duszyński (ach, zwróćcie uwagę na to nazwisko!) był partnerem Dory, gdy ta jeszcze pracowała w Toruniu. W Szamańskim bluesie Witkac jest wciąż w trakcie szkolenia i dzielnie wykonuje swoje obowiązki przy przeprowadzaniu duchów na drugą stronę. Gdy na progu jego kawalerki staje była dziewczyna z czasów studenckich i prosi o pomoc w wyjaśnieniu tajemniczych zgonów niemowląt w szpitalu Bielańskim, początkowo Witkac nie spodziewa się, że będzie musiał wykorzystać umiejętności inne niż policyjne.

Bohater
Chłopak eksperymentował z narkotykami od czasów studiów, stąd się wzięło jego przezwisko. Tymczasem okazało się, że za pomocą środków odurzających starał się zakryć pewną część (nie)rzeczywistości, która mu towarzyszyła - widział duchy. Podjął jednak decyzję, żeby nie ukończyć szkolenia, co mu przeszkadza w osiągnięciu pełni mocy. Wydaje mi się, że Jadowska nie może się zdecydować, czy jest on wiecznym Piotrusiem Panem, czy dorosłym, poważnym facetem. Jeśli miałby być dojrzały (na co wskazuje pociąg do zebrania rodziny), to unikanie przeznaczenia jest out of character. Cóż, przynajmniej nie wszyscy na niego lecą i nie jest najgenialniejszy w tym i  innym świecie. Przynajmniej w pierwszym tomie sprawia wrażenie normalnego faceta.
Język
Narrator tradycyjnie pierwszoosobowy. Szkoda, mam wrażenie, że książka bardzo by zyskała, gdyby był ekstradiegetyczny, nie zanurzony w fabule. Ale to moje osobiste preferencje, bo (jak zapewne wspominałam o tym przy okazji innych narracji pamietnikarskich) mam wrażenie, że to pójście na łatwiznę. Ale ja sie naczytałam w życiu harlekinów, w których narrator jest trzecioosobowy.
Więc też patrzę na zróżnicowanie językowe poszczególnych postaci i myślę, że jednak bieda tam panuje. To znaczy nie, oni operują pięknym językiem, ale brak im jakiejś soczystości. Jeden z drugoplanowych bohaterów, pewien Sęp, aż się prosi o zdefiniowanie go na tym poziomie, ale nie, jego język jest dokładnie taki sam, jak wszystkich pozostałych. To mnie smuci i niepokoi. Na szczęście nadrabia fabułą i dużą ilością zwrotów akcji.

Jestem bardzo ciekawa dalszych przygód dzielnego policjanta, bo sądząc po przygodach Dory, jemu też stanie się w końcu krzywda (zostanie na pewno najznamienitszym duchologiem we wsi i będzie miał kotka, bo to jego spirit animal - albo coś takiego). Na razie jestem ukontentowana, przeczytawszy Szamański blues i polecam. Zamiast heksalogii o Dorze.

Komentarze