Niech cię książka kopnie w jaja

Dopiero miałam okazję przeczytać powieść Rafała Kosika z 2008 r. i już żałuję, że tak późno. Nagrodzona Nagrodą Zajdla, Sfinksem oraz nominowana do Nagrody Żuławskiego – dlaczego nie tknęło mnie wcześniej? 
 

Noan jest mieszkańcem farmy na planecie Ruthar Larcke. Jego pasją jest oglądanie nocnego nieba i gwiazd, które opisuje w specjalnej księdze. Brat i ojciec nie są wielkimi fanami tej działalności oraz uważają młodzieńca za zwykłego lenia. Noan natomiast znajduje na nieboskłonie nową gwiazdę:

Nowa gwiazda... Wszyscy mówili, że gwiazdy są dziurami w sferze niebieskiej. Więc nowa gwiazda to nowa dziura. Jeśli tak, to czemu na nieboskłonie nie ma rozpruć, przetarć jak w płótnie czy skórze? (s. 7).

W tym czasie nad planetę nadlatuje statek kosmiczny z ratunkiem dla załogi, która miała badać Ruthar Larcke pod kątem zdatności do zamieszkania, ale nie wróciła do domu. Ratunek co prawda był spóźniony o jakieś cztery wieki, ale ziemscy decydenci uznali, że warto sprawdzić, co się zdarzyło.

Sześć potężnych dysz rufowych pluło seriami jasnych eksplozji w kierunku rosnącej z wolna błękitnej planety. Stumetrowy kompozytowy kadłub statku USS „Ronald Reagan" opalizował szarością w świetle słońca. Był czysty, bez charakterystycznych zacieków czy osmaleń - statek nigdy nie miał kontaktu z atmosferą, teraz również jedynie wchodził na orbitę. Dlatego też pełen był kanciastych nieregularności, sterczących anten i czujników, aerodynamika była bez znaczenia. Funkcjonalność układu wewnętrznego wymusiła jednak kształt przypominający kostropaty migdał i prowokujący domysły o próbach nadania kadłubowi przynajmniej pozorów opływowości.
Statek budził się do życia. (s. 15).

Załoga nie spodziewa się rozbitków po czterystu latach, gdy więc znajdują społeczność na poziomie średniowiecznej Ziemi, trudno im zdecydować, co powinni zrobić. Nie są w stanie podjąć z planety rozbitków (czy ich potomków), nie wiedzą też, czy ich zostawić na pastwę losu (jakkolwiek mieszkańcy planety zdają się radzić całkiem dobrze).

- Skoro na Ziemi rozwinęło się życie, to znaczy, że warunki na planetach typu ziemskiego sprzyjają jego powstaniu. Istnieje więc nieskończenie małe prawdopodobieństwo, że nie rozwinęło się nigdzie indziej, wśród miliardów gwiazd, w miliardach galaktyk naszego wszechświata. Dlaczego w skali wszechświata mielibyśmy być czymś wyjątkowym? (s.29).

Ale okazuje się, że Ruthar Larcke jest niezwykłą planetą nie tylko pod względem niesamowitego podobieństwa do Ziemi, ale również pod względem nadzwyczaj szybkiego rozwoju, zarówno społecznego, jak i technicznego:

- Odebraliśmy transmisję radiową.
Raptownie obudzony Thomson szarpnął się w swoim fotelu, rozejrzał i dopiero zrozumiał, gdzie jest. Sterownia jak zwykle tonęła w półmroku, bezużyteczne kontrolki migotały.
- Odebraliśmy transmisję radiową - powtórzył Hood.
- Co?! - kapitan zamrugał, odganiając resztki snu. - Odebraliście transmisję radiową z planety, której cywilizacja tkwi głęboko w średniowieczu? (s. 152).

Załoga statku staje przed dwiema zagadkami – jak możliwe jest tempo rozwoju, który zaobserwowali przez krótki czas pobytu na orbicie? Oraz: jak to możliwe, że na tej planecie tak doskonale zostało odwzorowane ziemskie życie.

Kosik nie oszczędza czytelnika. Wplątuje go w zawiłą akcję, zarzuca bohaterami, którzy wyprzedzają swoją epokę o kilka długości i stawia przed nim pytania etyczno-filozoficzne, a do odpowiedzi popycha najpierw bagnetem, by po kilku stronach postraszyć go armatą i w końcu rozjechać machiną oblężniczą. Jestem pełna podziwu dla kunsztu literackiego autora – fabuła jest przemyślana w najdrobniejszym szczególe, akcja zazębia się znakomicie, a wszystkie zagadki przeprowadzone są brawurowo i zamknięte na końcu.
Jest jednak jedna rzecz, którą bym zmieniła – jest nią kompozycja. Wydaje mi się, że powieść lepiej by się czytało w klamrze. Niemniej, czepiam się tylko, żeby nie było zbyt słodko.

 

Komentarze