Nie ma się z czego śmiać na Marsie


Zawsze gdy pojawia się film na podstawie książki, mam ambicję najpierw czytać. Tym razem rzeczywistość mnie przerosła, musiałam zrezygnować z lektury. Gdy poprosiłam męża o zorganizowanie komedii romantycznej na sylwestra, uraczył mnie co prawda Mattem Damonem, ale na poważnie.


Załoga statku badawczego zbiera próbki na Marsie, gdy zaskakuje ich potężna burza. Uciekając, Mark Watney (Matt Damon) ginie. Tak przynajmniej sądzą jego koledzy, gdy podejmują decyzję o odlocie z niegościnnej planety. Tymczasem Mark budzi się ranny i zdany tylko na siebie na niegościnnej planecie. Jednak NASA nie szkoli mięczaków, bohater podchodzi do swojej sytuacji naukowo – podsumowuje szanse i zagrożenia i próbuje wyeliminować to najbardziej zagrażające jego życiu – głód.

Na Ziemi zupełnie przypadkowo odkrywają swój błąd, jednak aby móc skutecznie przeprowadzić akcję ratunkową, NASA musi mieć rakietę, która podejmie rozbitka, a te się buduje długo, z myślą o konkretnych programach badawczych. Nikt nie ma zapasowego statku kosmicznego do ratowania rozbitków. Zaczyna się walka z czasem.

Bohater nie traci poczucia humoru i nadziei na ratunek – buduje pole ziemniaków (marsjanek) w habitacie, stara się nawiązać skuteczną komunikację z Ziemią. Pozostaje też realistą i na wypadek śmierci nagrywa swoje codzienne spostrzeżenia.

A teraz najlepsze – matt Damon dostał Złoty Glob za najlepszą rolę aktora komediowego, bo zagrał w Marsjaninie. Nie wiem, o czym myślało jury, kwalifikując film do tej kategorii, ale to nie jest „hahaha” komedia. Ok, widywałam komedie gatunkowe, na których śmiałam się mniej, ale trudno mi się pogodzić z taką decyzją. Z samym Globem natomiast zgadzam się całkowicie – zasłużona nagroda.
W zasadzie poza Damonem w filmie za bardzo nikt się inny nie liczy. Nienawidzę Jessiki Chastain, ale nie było jej zbyt dużo. jest to prawdopodobnie pierwszy film, w którym Sean Bean zostaje prawie do końca. Jeff Daniels gra dyrektora NASA, ale niczym się nie wyróżnia.

Film ujął mnie prawdopodobieństwem zdarzeń, dobrze zakreślonym bohaterem. Tym, że nie wystarczy w życiu być McGyverem, na wszystko trzeba czasu, nawet jeśli go nie ma.

Komentarze