Od przybytku glowa nie boli

Dawno mnie tu nie było. Przyznaję się bez bicia, być może dlatego, że próbuję nadrobić ostatnie pięć lat w miesiąc. Skutki - jak możecie się domyślać - są opłakane. W domu prawie nie mieszkam, życie mi umyka, nie sypiam, za to jem za trzech. Więc co mi przybyło ostatnio? Kilka kilo, jak nie kilkanaście. Ale to jakby norma. A poza normą?

1) Kot





Nie czuliśmy boleśnie braku drugiego kota, mieliśmy Dżumę i zaspokajała nasze popędy ratowania świata. Ale do pracy przyplątała się ta kluska w ciąży (trzeciej od lutego), dostawała po nosie za każdym razem gdy zbliżała się do miski z karmą, przy której silniejsze koty były wcześniej.
U weterynarza okazało się, że ciąża to już pieśń przeszłości, teraz zmagamy się z zapaleniem sutków, anemią, wycieńczeniem organizmu. W domu Dżuma, ja planuję urlop i jakby na drugiego kota nie ma tam miejsca. No cóż, okazało się, że małe i chude zawsze znajdzie sobie miejsce. W ten sposób pojawiła się u nas Przecinek (tak, wybitnie nieżeńskie imię).  Na tym starym zdjęciu (prawie sprzed miesiąca) jest chuda i ciekawska. Nic się nie zmieniło. Jeden kot, a jakbyśmy stado mieli, wszędzie jej pełno i jest głośna. Dżumy też jakby więcej (i nie tylko dlatego, że tyje jak pańcia) - bawią się,  ganiają, domagają paszy, biegają - dwa wielce żywe stworzaki. Jakby co, to w pracy mamy jeszcze do rozdania z siedem.



2) Tadeusz


Jak wspomniałam, ostatnio pomieszkuję w Narodowej. Zawsze lubiłam jej architekturę. Pisze się też lepiej niż w domu - nie ma sekretarek, które próbują dopisać kolejne rozdziały (jak na zdjęciu powyżej). Daleko do lodówki. Same zalety. A w pisaniu pomaga Tadeusz.

3) Marzenia w paskach



Ostatnio jakos u mnie trudniej z marzeniami, o realizacji nie wspominając. Postanowiłam sie nieco wspomóc http://chouchoulikeme.pl/.


Zrobiłam zakup dwóch marzeń ;) Muszę przyznać, że szybkość ich spełniania jest porażająca - jedno okazało się spełnione tego dnia, kiedy odebrałam bransoletki ze sklepu.




4) Józef


Na wszystkie moje nowości potrzebowałam nowej torby. Długo się zastanawiałam, co powinno to być, wyszło że albo wór jutowy, albo skórzana torba. Wór byłby może i tańszy, ale gorzej się nosi i chwycić trudniej. Z pomocą przyszedł mi Dziki Józef, który produkuje prawdopodobnie największa torbę na świecie http://www.dzikijozef.pl/.


Oprócz tego, że do torby mieści się segregator, śniadanie i obiad, kosmetyczka, laptop z myszką, pomniejsze koleżanki z pracy i dwa koty (lub stadko mniejszych) jego główną zaletą jest to, że zakrywa mankamenty figury (w zasadzie całą figurę zakrywa). Mam nadzieje, że się nie deformuje, ale w razie czego będę informować na bieżąco.

5) Baranek Shaun


Moje włosy lubia się ze szczotką Tangle Teezer, której używam w domu. Teraz lubią się też z Tangle Teezer, który noszę w Józefie.

6) Mikroportfelik


Mój kręgosłup i tak mnie nie lubi, ale nie lubił mnie bardziej, gdy nosiłam dużą portmonetkę ze wszystkimi kartami i wszystkim, co się tam zmieściło. Teraz noszę tylko dowód osobisty, bilet i wejściówkę do Narodowej. Jak znajdę pieniądz, to też go tam wrzucam.

7) Termoloki



Posiadaczką termoloków stałam się równie przypadkowo, jak pewnej koszuli z wiskozy.  Kupiłam je dla mojej mamy, a okazało się, że bardziej pasują dla mnie.


Dzięki temu mogę szaleć i uczyć się, jak powiększyć moją fryzurę. Może się to niedługo przydać, ponieważ liczba włosów jest u mnie odwrotnie proporcjonalna do liczby kilogramów. Yay!

No, to próbowałam być minimalistką.

Komentarze