Serial wczesnej młodości

Ze Star Trek: The Next Generation  spędziłam najpiękniejsze chwile swojej adolescencji i zapewne serial ukształtował (pospołu z B5 i SeaQuestem) moje wyobrażenie na temat przyszłości i SF w ogóle.



Historia załogi Enterprise 10, która jest na badawczej misji, by poznawać nowe części galaktyki i nawiązywać stosunki dyplomatyczne z nowymi rasami. Pod wodzą kapitana Jean-Luca Picarda (Patrick Stewart), wytrawnego dyplomaty i doskonałego przywódcy, mamy okazję spędzić 7 sezonów, latając po całej galaktyce.

Zacznijmy od Q (John de Lancie) - najbardziej wkurzającej postaci, która wita nas ciosem z liścia w twarz już w pierwszym odcinku. Istota zamieszkująca tajemnicze Kontinuum, wszechmogąca i kochająca ze wszech miar Picarda.
Reakcja Picarda na wyznanie, że jest dla Q ZBIS· przyjacielem


Całkowicie nie przeszkadza mu to rujnować życia na statku. Dzięki takiej dysharmonii postaci możemy od początku zobaczyć, że inne rasy to nie tylko inny wygląd, to także całkowicie inna moralność i różny sposób myślenia. Z podobnym przejawem inności spotkamy się jeszcze tylko kilkakrotnie, m. in. w przypadku drzewa krzemowego, żywiącego się energią.

Picard może liczyć na swoją załogę, która go szanuje i lubi. Pierwszym oficerem jest komandor Will Riker (Jonathan Frikes). Jest oddany, ambitny i ma jedną słabość - jest nią doradca Troi (Marina Sirtis). Ta, jako psycholog, podchodzi do swoich obowiązków bardzo poważnie, jakkolwiek czasem, gdy na statku zawita jej matka (nadzwyczaj barwna Majel Barret), potrzebuje deseru czekoladowego. Jedyną osobą, która się niczym na statku nie wspomaga, jest porucznik Data (Brent Spiner) - bo jest androidem. Jedynym na świecie, a zatem bezcennym i podatnym na uszkodzenia.Na szczęście może liczyć na to, że naprawi go przyjaciel - Geordi La Forge (LeVar Burton) - szef inżynierów, który widzi tylko dzięki nowoczesnej technologii. Wszystkich ich broni przed wszelkim niebezpieczeństwem porucznik Worf (Michael Dorn), a leczy Beverly Crusher (Gates McFadden). Nie zapominajmy także o młodym Wesleyu, który dzierżył młode, dziewczęce serduszka wszystkich fanek, a teraz jest drugą najbardziej znienawidzoną postacią serialu (gdyż taki kryształowy chłopiec - fuj!).




Co na plus? Na pewno nagi tors Picarda, który się tam co jakiś czas przewija. Planuję nawet zrobić ze sceny, w której jest w samych gatkach screenshota i wrzucić na pulpit.
Podobnie z Rikerem, jego półnagie ciało krąży niczym wolny elektron po orbicie uwagi widzek. Dla panów jest Marina Sirtis w obcisłych kombinezonach, rozszerzających się w okolicy kostek oraz jej naga matka, gdyby ktoś wolal ryczące czterdziestki.
BTW, jeden z epizodów gra tam późniejsza Jean Grey (Famke Jenssen) z X-Menów i jest to jej pierwsze spotkanie z profesorem X (nb. z nutą romantyzmu w tle).
Niektóre odcinki są cudowne, psychodeliczne, moralnie dwuznaczne czy też podejmują jakieś ważkie problemy socjologiczne, religijne i tym podobne. Moje dwa ulubione to ten z Rikere w psychiatryku i Data, który śni.
Aktorstwo stoi na mocnym poziomie. Nie muszę przypominać, że Stewart to klasa sama w sobie, ale nawet sepleniąca Troi trzyma się jakoś (choć jej "opanowanie" działa na nerwy). Data jest absolutnie, nieskazitelnie doskonały. Spiner odgrywa kilka ról - m.in. złego brata, Lore'a. Odcinki z nim są majstersztykiem.
Guinan. Jej życiowa mądrość, ciety dowcip, scena z Riikerem, kiedy próbowali pokazać Wesleyowi jak flirtować... Doskonała Whoopi Goldberg  w genialnym kapeluszu, na którym mógłby wylądować kolejny Enterprise!

Na minus? Dość przaśny pierwszy sezon i niektóre odcinki są tak naiwne, że zęby bolą. No ale jeśli się wzorujemy na serialu z lat 60., to trzeba ponieść tego konsekwencje. No i przaśny pierwszy sezon jest o kilka poziomów wyżej niż najlepsze odcinki z Deep Space 9.
Gumowe kostiumy. Ok, lata 80. rozumiem, ale dlaczego po wzroście popularności serialu, nikt nie zadbał o lepsze efekty specjalne? Choć może to był szczyt możliwości scenograficznych. BTW, opcja grania plenerów w studio na tle do fotografii - zawsze super ;)



A jakie seriale Wy oglądaliście we wczesnej młodości, które kształtowały Wasz smak odbiorczy? Chętnie poczytam, może odkryję kolejne perełki do kolekcji?
A tymczasem zbieram się do oglądania pierwszego serialu, Kirk czeka :)


*ZBIS - z braku innego słowa

Komentarze

  1. Wciąż nie mogę się przekonac ani do tego rodzaju literatury, ani kina...nie da rady i już:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj przeczytałam u Kingsleya Amisa, że SF i jazz mają wiele wspólnego i albo się tym zarazisz za młodu, albo przepadło :) Więc w sumie masz jeszcze jakieś szanse...

      A co oglądałaś w późnej podstawówce/wczesnym liceum? :)

      Usuń

Prześlij komentarz