Konflikt twórcy z dziełem

Nie rozumiem, dlaczego kluczowym osiągnięciem człowieka miałoby być stworzenie androida? Refleksja posthumanistyczna, zwykle związana z buntem maszyn i wyginięciem ludzkiej rasy jest wdzięcznym tematem filmów takich jak Robocop, Terminator, Łowca androidów, AI. Co bardziej interesujące, jakoś nikt nie mówi o tym, że androidy wybiją resztę życia na ziemi i zastąpi je sztucznymi wytworami. A przecież nie ma nic piękniejszego, niż toster wyprowadzający mechanicznego pająka na spacer, n'est c'est pas?





Ex machina  zaczyna się, gdy Caleb (Domhnall Gleeson), król programistów średniego szczebla w korporacji, wygrywa konkurs, w którym nagrodą jest spędzenie tygodnia ze swoim szefem. Przypomina Wam początek gejoharlekina? Wrażenie wzmaga się, gdy Caleb trafia do wspaniałej dżungli, gdzie tylko wypatrywać naturalnego prysznica z wodospadu, pod którym bohaterowie mogliby uprawiać igraszki, a potem karmić się wzajemnie owocami prosto z drzewa (zawsze przy tego typu opisach zastanawiam się, jak to możliwe, że w harlekinach ptaki nie srają).

Jego ekscentryczny szef, Nathan (Oscar Isaac), mieszka w cudownej posiadłości, sterowanej elektronicznie, gdzie tylko mleczne szkło chroni prywatność. Ale nigdy nie wiesz, gdzie znajdują się kamery, przez które obserwuje Cię Nathan...

Jeśli nie wyjdziecie z kina do tej pory, czeka Was miła niespodzianka - zaczyna się fabuła. Szef postanawia wykorzystać swojego pracownika do przeprowadzenia eksperymentu zasadzonego na teście Turinga. Caleb jednak bardzo angażuje się w swoją rolę i gdy poznaje Avę (Alicia Vikander) jest gotów poświęcić dla niej więcej niż dla człowieka.


Natomiast Nathan wydaje się nienawidzić swojego dzieła z niezrozumiałych przyczyn. Uważa, że nie można jej ufać, choć Caleb, patrząc w niewinne oczy Avy nie potrafi uwierzyć, że jej mechaniczne serduszko może nie znać litości...

Bardzo sprawnie zrealizowany psychodeliczny film, w którym nic nie jest na miejscu - potężny i bogaty szef wszystkich szefów codziennie upija się do nieprzytomności i dba wyłącznie o muskulaturę. Jego podwładny jest dobrym człowiekiem, i choć ma mózg, wydaje się, że ów organ się wyłącza przy Avie. Ta zaś jest na pograniczu ontologicznym, choć istnieje, jej byt jest albo zagrożony, albo (jeśli przeżyje) to ona będzie zagrożeniem dla ludzkości. No i jest jeszcze Kyoko (Sonoya Mizuno), służąca, wyjęta z japońskich horrorów - nie mówi, nie reaguje, przemyka się między dekoracjami niczym duch, ale kim jest?

Film ma dość prostą fabułę i prawdopodobnie dość przewidywalną. Niemniej atmosfera, klimat, scenografia, wyraziste postaci sprawiają, że film trzyma w napięciu do napisów.

Komentarze

  1. A jak oceniasz zakończenie? (Bez zdradzania faktów, chodzi mi o Twoje emocje - rozczarowanie? złość? "Wiedziałam, że tak będzie"?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bylo to jedno z dwóch możliwych zakończeń. Mniej się go spodziewalam, bo hollywood lansuje co innego, ale dzięki temu było bardziej odświeżające. Podobało mi się, jak cały film, który były gorszy, gdyby nie był taki pojechany po konwencji :)

      Usuń

Prześlij komentarz