W co gra Turing

Gdzieś w głowie wiruje mi wspomnienie o wkładzie Polaków i szkoły lwowskiej w łamanie szyfru Enigmy. Dlatego z nieufnością i trudem podchodzę do filmu o Alanie Turingu - łamaczu szyfru Enigmy.

stopklatka

Nie muszę chyba wyjaśniać, że do obejrzenia filmu zachęciły mnie trailery w kinie i znane twarze na ekranie. Bo, jak wspominałam, niczym inżynier Mamoń...

Na początku lat 50. XX w. do mieszkania profesora Turinga (Benedict Cumberbatch) było włamanie, jakkolwiek poszkodowany twierdzi, że nic nie zniknęło. Oschle informuje policjantów, że mogą się oddalić w swoich sprawach. Jednak detektyw Nock (Rory Kinnear) nie daje się spławić i prowadzi swoje śledztwo, w czasie którego odkrywa, że przeszłość Turinga okryta jest tajemnicą.

Na początku wojny profesor Turing dostaje propozycję pracy w zakamuflowanych ośrodku kryptograficznym. Filologowie pracują tam nad deszyfracją kodu Enigmy (w kilku scenach widać, że używają płacht Zygalskiego), lecz matematyk z Cambridge postanawia zbudować uniwersalną maszynę, która będzie w stanie złamać kod maszynowy.

Już na początku dochodzi do starć pomiędzy Turingiem i pozostałymi członkami zespołu, ale jak wspomniałam wcześniej, osobowość miał specyficzną, powiedzieć, że był oschły, to nic nie powiedzieć. Dzisiaj pewnie powiedzielibyśmy, że miał syndrom Aspergera czy inne zaburzenia ze spektrum autyzmu (lub że był co najmniej społecznie niedostosowany). A zatem gdy zespół ponosił klęskę za klęską, młody profesor w zaciszu projektował swoją maszynę, w której pokładał wielkie nadzieje.

Czy wspominałam już o aktorach? Oczywiście Cumberbatcha reklamować nie będę, bo jego popularność nie bierze się znikąd. Bardzo go lubię za różnorodność i głębię postaci. Ciekawe, kiedy się znudzi?

Komandora Dennistona - człowieka, który tylko szuka haków na naszego bohatera - gra Charles Dance, znany bliżej jako Tywin Lannister wielbicielom Gry o tron. Gdy patrzę na jego CV, to nie widzę tam specjalnie dużo ról protaginistów. Cóż, niech każdy robi, co umie najlepiej - nawet jeśli jest to wcielanie się bez przerwy w role tych złych.

Drugim aktorem, którego musiałam zobaczyć w kinie, był Mark Strong. Kto nie widział go w Low Winter Sun - niech żałuje (i czym prędzej nadrobi). Poza tym grał on w wiekszości filmów wartych obejrzenia (oraz kilku niewartych), np. Gwiezdny pył, Sherlock Holmes, Kick-Ass, Green Lantern, Zanim zasnę. Wciela się w dyrektora MI6. Swoja drogą Brytyjczycy mają prawdziwego hopla na punkcie tajemnic. Prawdę o Enigmie ujawnili w latach 70., a o MI6 (oficjalnie) przy premierze któregoś Bonda.

Wisienką na torcie był Matthew Goode - piękny Finn Polmar z The Good Wife.  W Watchmenach nie prezentował się na tyle atrakcyjnie, bym go pamiętała (grał tam Ozymandiasa), ale może czas odświeżyć pamięć. W Grze tajemnic gra szachistę i matematyka, jednego z kryptologów, który na koniec filmu bije Turinga.

Z rzeczy złych, z którymi nie mogę się pogodzić:
1) pominięto całkowicie wątek sztucznej inteligencji, a test Turinga sprowadzono do jednej durnej sceny. So no!
2) koniec życia bohatera jest  ukazany w napisach na końcu. I gdy pojawia się informacja o homoseksualizmie Turinga, twórcy nie powstrzymali się od uświadomienia mnie nt. twardych danych o skazanych za "nieprzyzwoite zachowanie". Dziękuję bardzo, amerykański filmie.

Ale dwie durne sceny da się przeżyć, natomiast reszta filmu jawi mi się wielce zacnie i serdecznie polecam zapoznanie się z nim.

*Wielka pominięta - jedyna kobieca postać w filmie to Joan Clarke. Osoba, która zatrudniła do tej roli Keirę Knigthley nie powinna się więcej angażować w projekty filmowe. Drewniany kołek, mający ukazać problemy kobiet w czasach wojny. To już chyba wolę oglądać Agentkę Carter.

Komentarze

  1. A według mnie Joan Clarke nie była aż taka straszna jak ją odmalowałaś, film rzeczywiście przy okazji opowieści wojenno-szpiegowskiej stara się, momentami trochę na siłę, pokazać problemy społeczne epoki - pozycję kobiet i przede wszystkim traktowanie homoseksualistów jak kryminalistów. Jako, że to w zasadzie film biograficzny, to ma to jednak sens - oparcie jakie wzajemnie mieli w sobie Turing i Clarke (ona będąc jego żoną akceptowała jego homoseksualizm, a on umożliwiał jej realizację jej potencjału i ambicji) są tu moim zdaniem, wystarczającym powodem podkreślania w/w problemów.
    Przesłanie jednak nie jest amerykańsko-filmowe, w końcu wielki człowiek i wizjoner, który uratował życie milionów ludzi, który wziął na siebie moralny ciężar decyzji czasu wojny, bez którego komputery być może dopiero by powstawały, zostaje na końcu zniszczony i zaszczuty, do punktu w którym odbiera sobie życie. Nie, to niezbyt hollywoodzkie.
    Osobiście film bardzo polecam, nie nauczałbym na jego podstawie historii, ale obejrzeć warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że Joan Clarke była, tylko że Keira Knightley jest straszna :) Problem w tym, że film pokazuje, że Turing owszem, ma lepiej w związku (narzeczeńskim) z Clarke, ale wcale nie wskazuje na to, że ona mogla się rozwijać. Scena z Mieznerem w jej pokoju wskazuje, że wcale tak nie było. Mimo bycia narzeczoną wybitnego matematyka, dalej odbierała telefony i parzyła kawę, a jedynie dzięki jego dobroci (a w zasadzie przez jego potrzeby stymulacji intelektualnej) mogła się zaglębić w materialy dotyczące Enigmy. I to nielegalnie.
      Z resztą komentarza mogę się łaskawie zgodzić ;)

      Usuń

Prześlij komentarz