Czego Limes zwykle nigdy nie robi...

Zwykle nie robię postanowień nowowrocznych. Wychodzę z założenia, że jeśli mam coś zrobić, to powinnam to robić, a nie obiecywać sobie, że...

Dotychczas to działało poza małym wyjątkiem. 

W zeszłym roku dzielnie ćwiczyłam z Shaunem T., gdy tylko miałam na to chwilę. Starałam się bardziej świadomie wybierać jadłospis (choć możecie sobie wyobrazić moje środy z junk foodem i popcornem). Nie miałam żadnych innych wielkich założeń oprócz jednego drobiazgu - ogarnę wreszcie doktorat.

Jak bardzo mi się nie udało, możecie sobie tylko wyobrazić. Ciągle mi się wydaje, że czegoś mi brakuje i teraz już wiem, czego. Zapału.

Przeczytałam mnóstwo porad dotyczących tego, żeby niespełnione noworoczne postanowienia nie odbijały się czkawką przez kolejne miesiące. I... teorię znam, gorzej z praktyką.





Obecnie wydaje mi się, że tylko torba, w której zmieszczę laptopa i kserówki dzieli mnie od sukcesu. Wcześniej było to biurko, a jeszcze wcześniej coś innego.

Wczoraj skończyłam czytać cykl o Harrym Hole (na ten temat będzie osobny wpis), obiecałam sobie, że po nim już tylko posucha, dramat i pisanie pracy. 

Więc niniejszym obiecuję sobie i wszystkim Miłym Czytelnikom, że w tym roku skończę ten doktorat, bo ileż można się z nim bawić???

Materiały mam, komputer mam, warunki jak najlepsze, tylko usiąść i robić.
Więc siedzę :)




Komentarze

Prześlij komentarz