Czy Ty, czy Ty pójdziesz na ten film?

Tytuł śpiewamy na melodię The Hanging Tree:



Trzecia z czterech części filmu na podstawie trylogii Suzanne Collins (czuję szczególne rozczulenie na myśl o tym, że wzorem Petera Jacksona, z trzystustronicowej powieści zrobili dwa filmy. I nawet nie dodali żadnych nowych, zbędnych postaci ani epickich bitew, których nie było w oryginale) był tylko trochę mniej oczekiwany niż Hobbit czy trailer Gwiezdnych wojen, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w kręgach poniżej dwudziestego roku życia - znacznie bardziej oczekiwana. 


Katniss  (Jennifer Lawrence) trafiła do 13 Dystryktu - Ziemi Obiecanej i mitycznego raju wszystkich rebeliantów. Mimo że odnalazła tam matkę (Paula Malcomson), siostrę (Willow Shields) i Gale'a (Liam Hemsworth), to nie potrafiła się pogodzić z tym, że nie udało jej się uratować Peety (Josh Hutcherson). Jednocześnie wszyscy wymagają od niej, by stała się głosem rewolucji (fatalnym zresztą, nie ukrywajmy tego, że jeśli chce pracować głosem, to niech go naprawi), niestety, jest w tym sztuczna i nie nadaje się do celów propagandowych.

Tymczasem Peeta okazuje się więźniem prezydenta Snowa (Donald Sutherland) i jest tak samo wykorzystywany do celów propagandowych, jak Katniss przez prezydent 13 Dystryktu - Almę Coin (Julianna Moore) i reżysera ostatnich igrzysk - Plutarcha Heavensbee (Philip Seymour Hoffman).Okazuje się jednak, że trzeźwy Haymitch (Woody Harrelson) w czapce jest w stanie ogarnąć rewolucję, pyskatą gwiazdę i reżysera oraz być wsparciem moralnym i dobrym żołnierzem. Kocham go.

W całej historii niewiele się dzieje, jest to w zasadzie ukazanie dezinformacji (łącznie z tym, czego nie wiedzą ludzie walczący za sprawę, jak im się przekazuje informacje, by pobudzić ducha walki), propagandy, dwie strony medalu. Jednak całkowita zmiana tempa filmu (po dwóch częściach podnoszących ciśnienie i mocno naładowanych akcją) nie wyszła tej części na dobre. No i niektóre teksty (szczególnie pierwsze wystąpienie Katniss przy szpitalu w Ósemce) to chyba Łepkowska pisała. 

Natomiast wielkie propsy za budowę postaci. Doskonale jedną sceną podsumowano działalność damsko-męską Katniss, one-linerem - jej dokonania artystyczne, wymianą dwóch zdań zarysowano romans... Haymitch miał tam w zasadzie one man stand przerywany bezsensowną akcją. Natomiast gdy szli w patos, to - jakby to powiedzieć - nie było dobrze. Scena z Gale'em nad zwłokami wprasowanymi w drogę wywołała u mnie liczne i bolesne face palmy


Trudno mi podsumować tę część. A dlatego - podoba mi się jej wymowa, postacie, klimat, ale nie podoba mi się jako część trylogii.  Moim zdaniem obroniłaby się jako samodzielny film, ale nic jej nie broni jako trzeci z czterech filmów. Spodziewałam się po prostu czegoś innego. No i ostateczny argument - mój ship został rozdzielony i w zasadzie go nie było. To nawet nie była dramatyczna walka o odzyskanie ukochanego. To było... nic. I tego nie jestem w stanie zrozumieć i jest mi z tym źle. jestem na nie, ale i tak wiem, że wielbiciele trylogii pójdą, bo jakże nie obejrzeć środkowego filmu, będącego rozgrzewką przed (miejmy nadzieję) Grand Finale.

Komentarze