Powrót do domu

Byłam na którymś warszawskim konwencie na prelekcji o Star Treku. I przypomniałam sobie, że przecież ja się na tym wychowałam. Poszukiwałam gdzieś Nowego pokolenia, czasem w paśmie niekodowanym Canal+ trafiłam na Voyagera (wówczas był to dla mnie całkowity absurd, że kobieta była kapitanem), ale obraz był tak zamazany, jakby rzeczywiście nadawali z kwadrantu delta. Przyszedł zatem moment, by odświeżyć sobie i tę serię.



Podeszliśmy do sprawy niemal metodycznie, oglądając codziennie jeden-dwa odcinki. Jak wspominałam gdzieś wcześniej, pomyliłam się w obliczeniach i sądziłam, że serial ma 5, nie siedem sezonów, co nieco wydłużyło naszą przygodę z ekipą Voyagera.

Historia zaczyna się w momencie, w którym kapitan Janeway dostaje dowództwo nad Voyagerem, aby dopaść Maquis i postanawia zebrać ekipę. Zaczyna od Toma Parisa (Robert Duncan McNeill),  syna admirała. Przypadkiem osadzonego w kolonii karnej. Ponieważ sprawa dotyczy imperium kardasjańskiego, przygoda się zaczyna na DS9.

Gdy wreszcie znajdują Maquis, następuje niezły plot twist i ni z tego, ni z owego znajdują się na terenie kwadrantu delta - odległego o 75 lat lotu za maksymalnej prędkości warp. Niestety, już na początku drogi mają pod górkę - statek zniszczony, część załogi nie żyje, a Voyager holuje statek Maquis. Oczywiście ustawiają kurs na dom, ale wisiał za obie nogi czy za jedną... latają sobie od planety do mgławicy, od mgławicy do czerwonego karła, od karła do meduzy... Przecież są jednostką badawczą. W tym czasie na pokładzie lekarzem na pełen etat zostaje hologram, do kuchni zatrudniają wkurzającego wagabundę, Neelixa (Ethan Philips), ratują irytującą panienkę Ocampa, Kes (Jennifer Lien) i wcielają rebeli do załogi i to na wysokie stanowiska, żeby się więcej nie buntowali.
A zatem: Chakotay (Robert Beltran), zostaje pierwszym oficerem, Bellana Torres (Roxann Dawson) oficerem technicznym, a trzeci członek Maquis okazuje się szpiegiem z ramienia Federacji.

Kapitan Janeway potrafi zjednać ludzi, ma zresztą mnóstwo okazji do udowodnienia tego - wszak na każdym kroku dochodzi do pierwszego, nie wszystkie dobrze wypadają. Czasem jednak, bez poszanowania pierwszej dyrektywy, udaje im się wymienić trochę federacyjnej techniki na pomoc w dotarciu do domu. A czasami trafiają na Borg - i te odcinki są najciekawsze (szczególnie, że królową Borg gra w większości odcinków matka Oliviera Quinna, Susanna Thompson).



Niestety, nie obyło się bez minusów - pośród załogi rozpleniły się wkurzające istoty, Neelix i Kes. O ile ta druga całkiem chyżo opuszcza załogę, o tyle włochaty kucharz z mądrością życiową więźnia Gitmo leci niemal do końca i jest niestrawny, jak jego eksperymenty kuchenne.
Drugą wadą jest całkowicie niezrozumiały ship, w który brnęli przez trzy odcinki i uznali go za dobro. O jak bardzo się mylili, szczególnie biorąc pod uwagę wcześniejsze przejścia obu zainteresowanych osób. Zło i kaka demona!
No i końcówka, świadcząca o tym, że scenarzyści dowiedzieli się o cancelu przed ostatnim odcinkiem. Naprawdę niczym się nie różniła od końcówki Enterprise'a, a tego wzięli z zaskoczenia. A podobno Voyagera nakręcili do końca... Trudno w to uwierzyć.

Co nie zmienia faktu, że jest to przesympatyczny serial familijny, który warto zobaczyć. 

Komentarze