Dziewczyny są z Marsa

Ostatnio w zalewie szmiry i tandety w zasadzie nie ma dobrego serialu dla młodzieży. Albo są tak złe, że aż dobre (np. The 100, Star Crossed), ironiczne (Awkward, Faking It), po prostu głupie (90210). Dlatego niespecjalnie wiele spodziewałam się po Veronice Mars, może dlatego tak mnie zaskoczył inteligentnym, ciętym dowcipem, spójną akcją, zrównoważoną fabułą. 



Serial ma wszystko, czego nie lubię: bohaterkę z twarzą Prime Bitch i Amandę Seyfried. To mnie jednak nie zniechęciło i dzięki temu miałam okazję się przekonać, że ta pierwsza miewa też inną minę niż na plakatach, a ta druga występuje na tyle rzadko, żeby mi aż tak nie przeszkadzać.

Minął już rok od niewyjaśnionego morderstwa Lilly Kane (Amanda Seyfried), przyjaciółki tytułowej bohaterki (Kristen Bell). Póki co, śmierć ma wpływ na wszystkich w miasteczku - ojciec (Enrico Colantoni) Veroniki stracił pracę jako szeryf, ponieważ zbyt dokładnie przesłuchiwał bogatą rodzinę nieboszczki. Wszyscy w szkole są zobowiązani chodzić do szkolnego psychologa. Chłopak Veroniki, który przez przypadek jest też bratem zmarłej, został oskarżony o jej zamordowanie, ponieważ został odnaleziony ze zwłokami siostry w objęciach. Niestety, nic nie pamięta, ponieważ jest na silnych lekach psychotropowych. Natomiast Veronica stawia sobie za punkt honoru wykrycie sprawcy. Po szkole zaś dorywczo pracuje w biurze ojca, który zarabia jako prywatny detektyw. Smykałkę do wykrywania przestępstw ma ewidentnie po nim, a jej sława detektywa szybko się roznosi po Neptune High. Zaczyna zatem rozwiązywać codzienne sprawy nastolatków - zdrady, kradzieże... Oczywiście natychmiast znajduje się na celowniku lokalnej policji, dyrektora szkoły i wszystkich świętych.

Propsy dla scenarzysty za cięte riposty. Język serialu jest złośliwy, ale nie chamski. Złe zachowania są piętnowane, choć bohaterce zdarzają się dziecinne zachowania (np. gdy ojciec się zakochuje), które nie mają konsekwencji. Szkoda, moim zdaniem to też powinno być wychowawcze, wszak obecnie sporo rodziców pragnie ułożyć sobie życie z nowym partnerem i przykład, w którym dziecko ma zbyt duży wpływ na rodzica (szczególnie siedemnasto-, osiemnastoletnie) nie jest dobry.



Bardzo doceniam długodystansową, nawet międzysezonową fabułę. Codzienne zmagania nie tylko ze zwykłymi sprawami, ale i z widmem morderstwa Lilly, powodują, że serial trzyma w odpowiednim napięciu. Jednocześnie upuszcza trochę pary dzięki ciętemu językowi i ironicznym rozmowom, które wskazują na inteligencję twórców.

Cóż, mogę tylko serdecznie polecić, bo od lat już nie robi się takich seriali. Ten zresztą też dostał przedwczesny cancel. Choć może to i dobrze, gdyby ciągnął się w niekończoność, stałby się Mentalistą lub Castle'em

Siedem lat po zdjęciu serialu z anteny powstał film, domykający pewne wątki. Dodatkowym plusem  zarówno filmu, jak i serialu jest Jason Dohring! Więcej poleceń chyba nie trzeba.


Komentarze