Dzień, w którym nic nie wychodzi

Dziś jest dzień, w który nic nie wychodzi. Obudził mnie listonosz dawno po budziku. Z rzeczy, które miałam dziś zrobić, nie wyszło mi nic. Dodatkowo ciemność za oknem zwiastowała zło i ogólną pożogę, a zatem postanowiłam nic nie robić. Ale najlepiej nic się nie robi w towarzystwie czegoś słodkiego. Kiedy więc w czarnej dziurze, zwanej czasami moją paszczą, zniknęły biszkopty,  banany oraz reszta samego dobra, przypomniałam sobie, że niedawno Kukbuk przyciągnął mój wzrok przepisem na deser. Przypadkowo miałam cukier, jajka i śmietanę. Mąż z poświęceniem przyniósł truskawki.

W ten sposób powstało dobro zwane Eton mess.
Nie będę odwzorowywać całego przepisu, szczególnie że bezy mi nie wyszły (a już wychodziły, chyba za szybko dodawałam cukier). Na szczęście ostatecznie dobro wyszło dobre i zostało zaakceptowane przez męża słowami: "TO jest dobre!".



Coś, co zawiera śmietanę, truskawki i bezy nie może nie wyjść doskonałe.

Na koniec uznałam, że dzień nie będzie wystarczająco udany, jeśli nie przetestuję hybrydy z paskami. Przetestowałam.






I tak sobie myślę, że nicnierobienie straszliwie mi nie wyszło, ale nic to. Spróbuję jutro.

Komentarze