Budowanie superbohatera. Arachnofobia part 2

Ostatnio sypnęło premierami filmów na podstawie komiksów. I dobrze. Spośród nich można wybrać coś ciekawego, ale trafiają się też i gorsze produkcje. I do takich zaliczam nowego Niesamowitego Spider-mena

Film zaczyna się powtórką z przeszłości. Richard Parker (Campbell Scott <3) nagrywa film, w którym przekazuje informacje nt. swoich odkryć dla Oscorpu. Jest to ostatnia wiadomość przed ucieczką i śmiercią w katastrofie samolotu. Jednak przed śmiercią udaje mu się przesłać kluczowe informacje w supertajne miejsce. 

Peter Parker (Andrew Garfield) kończy ogólniak i jest superbohaterem. Ratuje Nowy Jork i jego mieszkańców przed wszelkimi zagrożeniami. Jest przyjacielski, dowcipny, miły i stara się wszystkim dogodzić. Ma rzesze fanów, ale i wielu przeciwników. Nic dziwnego, wszak nie od dziś wiadomo, że niełatwy jest żywot bohaterów. Poświęcenie jest wpisane w ich życie, a zatem odsuwa się od Gwen Stacy (Emma Stone), która jest sensem jego życia.

I tu dochodzimy do słabego punktu tego filmu. Teen drama. Widziałam takich na pęczki, dużo lepszych zresztą. W pewnym momencie, oglądając tę przesłodzoną relację, zastanawiałam się, kiedy wskoczą na swoje jednorożce i popatatajają na tęczy. Schodzą się i rozchodzą, wpadają na siebie i bardzo się kochają. Peter i Gwen - apoteoza miłości. Ale nie po to poszłam do kina, naprawdę.
Z drugiej strony wyszłam na nieczułą i niedouczoną, bowiem w komiksach (yhmmm) tak to właśnie wygląda. Jednak uważam, ze komiksy rządzą się innymi prawami niż film superbohaterski i przykro mi, ale film w tej konwencji się nie broni. Naprawdę wyobrażacie sobie Avengersów, którzy rozwijają się w tempie Co się wydarzyło w Madison County? Tak bardzo!

Mamy dwóch villainów: pierwszym jest Electro (Jamie Foxx), który początkowo był psychofanem Spider-mana, po czym odkrył, że jednak nie jest, bo stał się villainem właśnie przez Pajączka. Drugim jest oczywiście Green Goblin (Dane DeHaan), który szykuje się na ultimate villain kolejnych filmów.

Źródło: gildia.pl
Cóż, w podsumowaniu muszę się przyznać, że nie lubię Andrew Garfielda i Emmy Stone. W duecie są dla mnie całkowicie niestrawni. To na pewno wpływa na moje negatywne postrzeganie filmu, jako całości. Niemniej nie zrozumiałam także przełożenia powolnej poetyki komiksu na film. Całkowity brak dynamiki spowodował, że przestałam śledzić fabułę, zaczęłam się natomiast głęboko zastanawiać nad przepięknym żakietem, który widziałam w drodze do kina. Podejrzewam, ze twórcom nie o to chodziło. Film jest przeznaczony dla wielbicieli, którzy śledzili komiksy w czasie rzeczywistym i są w stanie cieszyć się rebootem.

Zdradzę Wam też drugą tajemnicę. Potajemnie marzy mi się starcie Spider-mana z Venomem.

Komentarze

  1. Film rzeczywiście jest nierówny, ciekawy villain (Osborn), dużo moim zdaniem lepszy niż z filmów Raimiego, plus widać, że twórcy mają plan i pomysł na kontynuację w nowej/starej mitologii wrogów Pająka... To połowa historii, drugą niestety, tak jak napisałaś jest teen drama. Gwen Stacey w wykonaniu Emmy Stone bardzo lubię. Wygadana, "z ikrą", interesująca, taki przynajmniej obraz miałem po pierwszym filmie. Tutaj wciąż tak jest, tylko ta relacja z Parkerem jak dla mnie zbyt długa, niby gagi są, niby chemia jest, ale nic by nie stracili gdyby bardziej to wszystko skondensowali. Dla mnie pierwsza i druga część powinny być tak naprawdę jednym filmem, gdyż przez większość dwójki miałem wrażenie, że znów oglądam origin story, a tych już było po prostu za dużo. Zakończenie za to nadrabia, SPOILER ALERT! rzadko kiedy śmierć bohatera na ekranie budzi (przynajmniej u mnie) tak silne emocje. Film oceniam na dobry, dla fanów pająka wart obejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba obejrzalam za dużo Bones, żeby końcówka mnie ruszyła :) A chemia tam jak z Kauflanda :/ Ale potwierdzasz moją teorię o całkowitej zbędności częsci drugich, które stoją w rozkroku między pierwszą i trzecią. Zapewne inteligentni ludzie powiedzieliby mi, że źli scenarzyści nie zdołali zbudować bohatera emocjonalnie i dlatego potrzebowali drugiej części. Natomiast mnie wystarczy zawieszenia niewiary na tyle, by uwierzyć wbackground bohatera.
      No a gagi są wisienką na torcie. Są kwaśne jak w CSI: Miami.

      Usuń

Prześlij komentarz