Niepisanie

Nie idzie mi w tym miesiącu pisanie. Nie testowałam za bardzo nowych potraw (choć ogólnie zmieniam podejście do żywienia, jednak ciężko mi nakłonić męża do tego samego), moje rośliny wciąż nie kiełkują, co powoli zaczyna mnie niepokoić. Wciąż nie zakładam działalności, marząc o tym, że jednak znajdę pracę na etat jakimś cudem i nie będę musiała się utrzymywać z niepewnych zleceń. 

Trochę czytam, ale nic takiego, co mogłabym bez większego wstydu zrecenzować :) Szczególnie, że tydzień wyrwała mi z życiorysu choroba (do tej pory zresztą prycham i chrycham, ale jestem na chodzie). Drugi tydzień spędziłam, realizując miłe zobowiązanie wobec "Creatio Fantastica" i czułam się z tym bardzo dobrze - zmobilizowana i ogarnięta jak rzadko.

W związku z powyższym nie miałam tyle czasu na czytanie, co zwykle. Oczywiście tradycyjnie dostałam dużo dobra do zrecenzowania dla CF, ale w wolnym czasie po prostu gapię się na seriale. Nadrabiam Star Treki - chciałam napisać notatkę po obejrzeniu wszystkich sezonów Voyagera, ale całkiem przypadkowo zaczęliśmy oglądać Enterprise  i już prawie kończymy (chyba 5 odcinków do końca zostało), więc pierwszy wpis będzie o początkach eksploracji kosmosu, nie o przypadkowej wyprawie do kwadrantu delta. 

Ach, no i z okazji przegranego zakładu z Adrianną na Polconie 2012 właśnie nie piszę nic okołodoktoratowego, ponieważ nie mam czasu na głupoty ;) Na swoje usprawiedliwienie mam to, że Ćwiek się do tej pory nie rozliczył z przegranego zakładu. Ja oczywiście nie jestem Ćwiekiem.

Jak tylko doczytam Koniec punku w Helsinkach, napiszę obszerną recenzję. Póki co, po trzech dniach czytania, jestem na 25 stronie. Za rok będzie ;)

Na pocieszenie zdjęcie kolejnego pięknego człowieka: Dominic Keating w roli Malcolma Reeda.



Komentarze