Złamany trójkąt

Mechaniczny książę, drugi tom trylogii Cassandry Clare Demoniczne maszyny, skupia się zasadniczo na relacji Jema i Tessy oraz na tajemnicy Willa. Pojawia się Magnus Bane, mój ulubieniec (być może, niczym inżynier Mamoń, lubię osoby, które już znam), który odgrywa zasadniczą rolę. Okazuje się bowiem, że Will został przeklęty przez demona, którego ojciec trzymał w szufladzie. To wydarzenie wpłynęło nie tylko na niego, ale i na bliskich oraz wszystkich ludzi, których spotkał. Niespotykane konsekwencje spowodowały też, że mimo uczuć, którymi darzył Tessę, postanowił ją potraktować przedmiotowo i odtrącić. Ma jednak nadzieję, że Bane odnajdzie demona i zmusi go do cofnięcia klątwy.



Tymczasem Jem odżywa. W pierwszej części często nie miał wystarczająco sił, by brać udział w wyprawach na demony, a jeśli już wyszedł na nocne łowy, cały dzień musiał odpoczywać. Jednak wyraźne zainteresowanie uroczym gościem powoduje zryw. Obwozi Tessę po Londynie, pomaga jej się zaaklimatyzować, organizuje wyprawy do miejsc, które dziewczyna pragnie zobaczyć.

W powieści dużą rolę odgrywają palimpsesty. Clare często odwołuje się do innych powieści i poematów. Pojawiają się cytaty na zasadzie mott - wprowadzają do treści, stanowią podsumowanie lub nawiązują do rozmów Willa i Tessy. Tych dwoje przerzuca się cytatami z dziewiętnastowiecznych dzieł. Tessa uwielbia literaturę, natomiast Will zapamiętuję wszystko dzięki Znakowi. Tu pojawia się niekonsekwencja, ponieważ Jem też powinien mieć ten Znak, natomiast nie bierze udziału w cytowaniu. Jest to o tyle dziwne, że jest wykształconym młodym człowiekiem i z pewnością zaznajomionym ze współczesną mu literaturą.

Mistrz buduje armię robotów. Charlotte dowiaduje się, kim jest wróg i prosi pozostałych Nocnych Łowców o pomoc w pokonaniu wroga, spotyka się jednak ze zdecydowaną odmową i dodatkowo groźbą odwołania ze stanowiska.

Drama trójkąta wygląda smakowicie (w zasadzie czworokąta, jeśli sobie przypomnimy, że Jem będzie żył raczej krócej niż dłużej), szczególnie przy wysiłkach Bane'a. No i są jeszcze bracia Lightwoodowie, narzuceni Instytutowi, by szpiegowali. Całe szczęście lojalna i urocza służba, która pilnuje interesów swoich rozkojarzonych przełożonych.

Na koniec w Instytucie pojawia się dziecko-niespodzianka. I szczerze mówiąc, nie jest najbardziej zaskakującą kwestią, która pojawia się na koniec tej części. Zapewne dlatego Mechaniczna księżniczka była bardzo oczekiwanym zwieńczeniem trylogii.

Komentarze

  1. Inżynier Mamoń wytrącił mnie z rytmu do końca tekstu. A dziecko-niespodzianka (Kinderueberraschung [?]) dobiły. Pięknie piszesz - szkoda tylko, że nie wiem, o czym... (w sensie że nie znam podstawy...).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz