Styczeń w mojej kosmetyczce

Skończyłam kurs przedłużania i stylizacji paznokci, nakładania hybrydy oraz przedłużania i zagęszczania rzęs metodą 1:1. Kosmetyki zawsze gdzieś się u mnie plątały, a gdy przeczytałam na juznecie (naonczas była to grupa uroda.pl) zdanie, że w pewnym wieku kobiecie nie wypada się nie malować, wzięłam to do siebie. Powoli wprowadzałam kolejne elementy makijażu - najpierw był podkład i jeden cień, potem podkład, dwa cienie i błyszczyk itd. Rzadko nakladam pełen makijaż, zwykle na jakieś wyjścia, lub gdy gorzej wyglądam, niemniej wolę siebie w wersji - "jeśli zajdzie taka potrzeba, to mogę założyć kurtkę i buty i jestem gotowa do wyjścia" niż w wersji "przepraszam listonosza za maseczkę i rozciągnięty dres".

W styczniu w moim makijażu królowały podkreślone oczy i brwi :)
Ale od początku:


1) Gdzieś mi mignęła bardzo pozytywna recenzja toniku YR Pure System, więc gdy nadarzyła się okazja (czyt. promocja), oczywiście go nabyłam. Producent obiecuje zmniejszenie porów. Nie wiem, czy się zmniejszyły, ale na pewno dobrze oczyszcza. Podobno zawiera alkohol, ale aż tak się w skład nie wczytywałam (niby wiem, że powinno się go czytać, ale skoro i tak niewiele rozumiem, to po co sobie będę zaprzątać śliczną główkę?), ale nie jest to zawartość jak w nieśmiertelnym płynie aptecznym Afrodyta, który walił jak gorzelnia. Ponadto ma żelową konsystencję, dzięki czemu jest wydajny i co prawda kosztuje jakieś kosmiczne pieniądze (27 zł za 150 ml), ale w ofercie kup jeden, weź drugi i uciekaj - sprawdza się.


2) Każdego normalnego dnia używam podkładu Affinitone nr 16 i mi pasuje. Trudno mi ustalić jaką mam cerę (jakiś czas temu powiedziałabym, że mieszaną, trochę później że tłustą - gdy policzki postanowiły pokazać, że nie są gorsze od strefy T - natomiast od dwóch-trzech miesięcy obserwuję cudowną przemianę z cyklu - nos nie świeci się jak latarnia morska, nie używam bibułek matujących, a makijaż nie spływa), poza tym wszystko zależy od kremu, jaki się stosuje pod podkład (u mnie ostatnio jest to Olay Total Effects) itd. 


3) Użytkowanie bronzera (brązera? Polonistki, proszę o korektę! To niby zapożyczenie, więc pisownia byłaby usprawiedliwiona, ale przecież nie jest tak, że nie mamy w polskim brązu, do którego można dopasować pisownię. Tymczasem wszystkie blogerki i vlogerki piszą bronzer, nie będę się za bardzo wyłamywać) to wciąż ciemna magia. Szkoda, że filmiki na youtube nie dają kompetencji i skilli, jedynie blade pojęcie. Żeby nie narobić sobie specjalnie krzywdy, uczę się posługiwać pudrem Max Factor nr 13, czyli zakupu z czasów, gdy byłam opalona :)


4) Wisienką na torcie jest rozświetlacz z limitowanki Vampire's Love Essence. Na szczęście nie ma brokatu i daje ładną taflę tam, gdzie powinien dawać, natomiast kupowałam go z pewnym wahaniem. Ale jak wspomniałam - używam go na wielkie wyjścia i nie pokazuję publicznie, więc niech będzie wampirzy ;)


5) Jeśli stawiam na usta lub policzki (tak, mam taki róż, który powoduje, że widać tylko policzki), oczy są tylko maźnięte jasnym cieniem, rzęsy zagęszczam linią. Żelowa kredka z Avonu sprawdza się do tego znakomicie, bo chwilę po nałożeniu można ją jeszcze rozcierać, ale gdy zastygnie, trzyma się aż do zmycia makijażu (a i to nie jest takie proste). 


6) To nie jest ten róż, który powoduje, że widać tylko poliki. Ten z Miss Sporty w kolorze Flirtatious jest dobry dla początkujących, bo ciężko sobie nim zrobić krzywdę. Lepszy do nauki jest chyba tylko Wibo w cielistym kolorze, którego nie widać (jego pigmentacja jest praktycznie zerowa). Ten za to nadaje zdrowy kolor dziewoi chowanej na wiejskiej śmietanie ;) Bądź profesjonalnej sekretarki. Zależnie od przyodziewku czy outfitu.


7) Przez lata nakładania makijażu zapominałam o tym, że po wytuszowaniu rzęs, robi się potworna dychotomia kolorystyczna między czarnymi rzęsami i bledszymi brwiami (na których najczęściej jeszcze siedział puder, dodatkowo je rozjaśniając). Twarz bez brwi traci wyraz. Gdy to sobie uświadomiłam, zaczęłam szukać produktu do ich stylizacji. początkowo testowałam jakieś cienie do brwi itp., ale bratowa poleciła mi ten żel z Wibo. Dobry jest. Teraz mogę nie pomalować ust, a brwi muszę zrobić. Co ważne, jest wygodny w użyciu, bo o ile cień trzeba wcierać, babrać się, a jeszcze się dziadostwo na koniec osypie, to tu dwoma ruchami są zrobione obie brwi.


8) Co jakiś czas wpadam na "genialny" pomysł, żeby potestować różne tusze. Zawsze potem z podkulonym ogonem wracam do ukochanego MF 2000 kalorii. Wybieram wersję bez fajerwerków, która  i tak przedłuża i pogrubia moje pajęcze nóżki i w zasadzie robi mi rzęsy.  Inne tusze się tak nie sprawdzają (a to się osypują, a to nie wydłużają, a to nie pogrubiają, a to nie rozdzielają...), jestem na niego skazana.


9) Jeśli na twarzy pojawi mi się lokator, albo zależy mi na wyjątkowo dobrym wyglądzie, sięgam po MF Pan Stik nr 12. Jest to najjaśniejszy dostępny w Polsce kolor, więc bladziochy nie bardzo mają w czym wybierać. Natomiast to małe... cudo zakrywa wszystko z siłą korektora (po co komu rysy twarzy, skoro można je potem zrobić bronzerem, różem i rozświetlaczem?), matuje i trzyma się wieki wieków. Dłużej nie próbowałam.


10) Natomiast jeśli moja naturalna kolorystyka worów pod oczami jest ciemniejsza niż poranna kawa, aplikuję rimmelowski Match Perfection w kolorze 030. Jednak uwaga - działa tylko na kolor i jeśli ktoś się spodziewa, że mu zniweluje rozmiar worów z sięgających kolan do tradycyjnie wylewających się na policzki, to się przeliczy. Jeśli u mnie rozmiar worów pod oczami przekracza rozmiar miseczki stanika, to aplikuję sobie serię snu i nie pokazuję się ludziom na oczy. Korektora w tubce by zabrakło w stanach alarmowych.



Dzięki Anice, która namówiła mnie na kurs wizażu i idzie nań ze mną, być może nawet będę wiedziała, gdzie nakładać róż. Na razie stosuję metodę prób i błędów. Zapewne dowiem się też, gdzie popełniam inne błędy i jak je korygować. Czasem oglądam filmiki z blędami w makijażu i mam poczucie, że to nie o mnie. Do czasu, gdy wystąpię w jednym jako modelka :)

Komentarze

  1. Co do bronzera / brązera - już jestem z ratunkiem. Otóż - bronzer. :) http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9452

    Co do reszty uwag - co to znaczy, że "w pewnym wieku kobiecie nie wypada się nie malować"? Chodzi mi o ten "pewien wiek"?...

    Co to za żel "ten z Wibo"? Tzn. on ma przeznaczenie po prostu do brwi? To muszę sobie kupić. I jeszcze ten tonik YR Pure cośtam, też muszę sobie nabyć. Do różu wciąż mnie nie przekonałaś. ;)

    PS Czy do kursu wizażu będziesz potrzebować modelki? :P

    ~ Aka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, moja intuicja z bronzerem/brązerem była tak bardzo prawidłowa, że aż trudno uwierzyć :)

      No właśnie wiek kobiety nie był określony, może wynika to stąd, że kobiecie się wieku nie wypomina :) Niemniej na pierwszym roku odkryłam, pracując jako hostessa, że mam większą sprzedaż, gdy mam zrobione oko. Wyszło na to, że kobieta pracująca w każdym wieku powinna się malować. A potem, nawet gdy nie miałam pracy, okazało się, że czuję się lepiej, gdy się maluję, jakbym jednak się wybierała do pracy.

      Żel z Wibo jest do stylizacji brwi. Dlaczego nie przekonałam Cię do różu? Masz jakieś opory? :)

      Usuń
    2. Ja po prostu nie zwracam uwagi na wszystko, co ktokolwiek pisze o różu. ;)

      Usuń
    3. Bo nie miałaś dobrze nałożonego? :)

      Usuń
    4. Miałam. Nawet dwa razy. ;)

      Usuń

Prześlij komentarz