Znikające rurki

Jeśli dziś jest sobota, to znaczy, że pieczemy!

Dzisiaj postawiłam na rurki z bitą śmietaną. Dlaczego akurat? Dlatego, że jakieś 2-3 lata temu dostałam od mamy foremki do rurek i leżały samotnie, ponieważ nie miałam piekarnika (brak [piekarnika znacznie utrudnia proces pieczenia!). Podczas robienia sushi znalazłam foremki obok pałeczek i uznałam, że nadszedł TEN CZAS.

Wzięłam zatem 2 szklanki mąki, małe pudełko śmietany 18% i masło (najtańsze w Tesco i pachniało margaryną, ale nikt taniemu masłu w skład nie zagląda, gdybym chciała doskonałego, musiałabym jechać za rubieże i szukać garwolińskiego czy innego po 5 zł za 200 gram).
Po pomerdaniu łapką w trzech składnikach wyszło to:


W tym stanie wrzuciłam na kilka godzin do lodówki.
Podczas chłodzenia ciasta postanowiłam obejrzeć moje sukulenty (Olu, dziękuję za nowe słowo! :*), a że jeden z nich przepięknie rozkwitł (jest to kwiat zombie, bo myślałam, że go zabiłam i gdy pokazywałam go Dorocie, ona odkryła, że kwiecie ma pąki i wielkie plany przeżycia we wrogim środowisku mego mieszkania. Surviving skills - level orichid).
Ten zdechlak po prawej to Bazyli. Też ma nieprawdopodobną wolę przeżycia, a ja mu kibicuję!
Wyjąwszy z lodówki ciasto, musiałam je rozwałkować, co bez stolnicy jest niewdzięcznym zadaniem, bo można wywałkować tylko małe kawalątki. Niemniej byłam zdeterminowana, by zrobić rurki, więc uczyniłam co w mojej mocy. Nasmarowane foremki owijałam ciastem, przy czym pierwszą partię zbyt rozwałkowałam i wyszły za kruche.


Owinięte foremki załadowałam do wyłożonej papierem do pieczenia brytfanki i umieściłam w piekarniku na trzy zdrowaśki. To jest kole 15 minut. 


W tym czasie biłam śmietanę (była niegrzeczna). 


Pierwsze koty za ploty.


I gdy napełniałam pierwszą partię, w piekarniku przypaliła się kolejna.


W tym czasie śmietana postanowiła się rozrzedzić i wyciekać.


Jakie popełniłam błędy?
Nie dodałam do śmietany jakiegoś fixu stężającego. 
Pierwsza partia była za cienko rozwałkowana i kruszyła się przy wyjmowaniu foremek.

No cóż... podobno trening czyni mistrza, więc spróbuję jeszcze kiedyś je zrobić. Może z jakimś kremem?
A rurki są znikające, bo mimo potknięć, wszamaliśmy z mężem (coby jak najszybciej ukryć dowody porażki).

Komentarze

  1. Jak tak opisujesz swoje kulinaria, to wydaje mi się to takie proste... Ot, łapką pomerdać, i ciasto gotowe. Coś tam uczynić bananom, tu zbić śmietanę... i już. :) Zachęcasz do eksperymentów w kuchni! :) I tak, zgadzam się, że brak piekarnika znacznie utrudnia pieczenie. :P

    ~ Aka

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to w sumie trudne nie jest, ale niestety - jestem zerokreatywna i nie umiem sama nic wymyślić (ani fryzury, ani wzorka na paznokcie, ani dania), natomiast z przepisu, filmiku - nie ma problemu, odtworzę doskonale :) To jest moje przekleństwo - nigdy nie będe genialna w żadnej dziedzinie, bo jestem tylko kopistką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale i tak - mimo tej samooceny - jesteś the best. ;) I zapomniałam pogratulować kwiatków - muszą się dobrze czuć u Ciebie, skoro mają taką wolę przetrwania. ;)

      ~`Aka

      Usuń
  3. Ha, dziękuję bardzo :)
    A kwiatki... może nie wiedzą, że czyha na nie śmierc? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bo kwiatki mają to do siebie, że im bardziej starasz się urządzić im survival, tym większa budzi się w nich wola przetrwania. co wyjaśnia między innymi, czemu mojej Rodzicielce wiecznie kwitną jej obłąkane storczyki i czemu moje wielokrotnie mordowane roślinki-zombie nadal uparcie wracają do świata żywych.

    a kulinarna relacja - rewelacja! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Cioteczko Pro, tęsknię! Gdzie się podziewasz?

      Usuń
  5. aktualnie (a to ci niespodzianka!) zakopana w robocie, w klamotach do ogarnięcia i gdzieś na skraju histerii, bo za tydzień wyjazd (aaa!). ale wrócę, słowo!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz