Złapani na ogień





Girl on fire, Katniss Everdeen (grana przez Jennifer Lawrence) powraca w drugiej części filmu,
W pierścieniu ognia. Powrócona cudem z areny igrzysk, po zwycięstwie okupionym śmiercią dwadzieściorga dwojga dzieci, chciałaby zaznać wreszcie odrobiny spokoju. Jednak po krótkiej przerwie, zarówno Katniss, jak i Peeta (Josh Hutcherson) zostają zmuszeni do odbycia zwycięskiego tournée po wszystkich dystryktach, uwieńczone przyjęciem na Kapitolu. Ciężko to przeżywa Gale (Liam Hemsworth). Pracuje teraz w kopalni i liczy na to, że ułoży sobie życie z Katniss.

Prezydent Snow (Donald Sutherland)  nie może się pogodzić z faktem, że szesnastolatka zakpiła z władzy, wydaje więc rozkaz zabicia jej. Szczególnie, że dziewczyna stała się nieświadomym symbolem buntu. Jednak nowy pomysłodawca igrzysk (Philip Seymour Hoffman) ma lepszy pomysł - można ją przecież zabić legalnie, na wizji i jeszcze wzbudzić radość złaknionego rozrywki tłumu. A zatem biedna Katniss wraca na arenę. Oczywiście nie jest sama, Peeta zgłasza się na igrzyska razem z ukochaną, choć to Haymitch (Woody Harrelson) został wylosowany. W pięknym, nowym budynku dla trybutów okazuje się, że większość konkurencji stanowią ludzie z grupy wiekowej tzw. późnej młodości, żeby nie nazwać ich seniorami, większość z nich uzależniona od alkoholu i opiatów, znający się między sobą i dobrze współpracujący. 

Katniss i Peeta znowu się do siebie zbliżają. Nie mają wyboru, tuż przed igrzyskami ogłosili swoje zaręczyny - żeby tylko ochronić swoje rodziny przed śmiercią z rąk prezydenta. Oczywiście na arenie starają się wzajemnie chronić i Katniss wymusza na Haymitchu obietnicę, że nie pozwoli Peecie zginąć. I choć bohaterka boi się być wzorem dla rebeliantów, nie ma wyboru - zostaje na niego wykreowana nawet wbrew sobie. W scenie wywiadu przed drugimi igrzyskami, Cinna ubiera Katniss w suknię ślubną, na wyraźne polecenie prezydenta Snowa. Wiedząc, że stawia swoje życie na szali, wprowadza do sukni takie poprawki, które zmieniają ją  na oczach publiczności w kosogłosa. Bardziej dosłownym już być nie można.

Obejrzawszy pierwszy film, zdziwiłam się, że tyle znanych nazwisk i dobrych aktorów zgodziło się firmować film dla nastolatek (nie oszukujmy się, w dniu premiery na sali było dwóch chłopaków, przyszli ze swoimi dziewczynami. Pozostałe sto osób to dziewczyny). Jednak film nie ma nic wspólnego z superprodukcjami o świecących wampirach, zaś wątek miłosny nie ma szans się wybić na pierwszy plan. Jennifer Lawrence, laureatka Oscara (wciąż się głęboko zastanawiam, czy zasłużonego), zagrała dokładnie tak samo jak w Poradniku pozytywnego myślenia i X-menach co nie świadczy za dobrze o jej grze aktorskiej. Ponadto drugi reżyser (Francis Lawrance) postanowił kontynuować dzieło pierwszego (Gary'ego Rossa) i filmować bardzo dokładnie i na wielkim zbliżeniu twarz młodej aktorki. Nawet rozumiem, ze jest młoda i piękna, ale po raz kolejny powtórzę - nie muszę widzieć jej porów! 
Natomiast muszę się przyznać do słabości do Josha Hutchersona. I nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, po pierwszym filmie nie zrobił na mnie wrażenia. Ale zdecydowanie w tej części widać było po nim głębokie przeżycia z pierwszych igrzysk. Grał tak przekonująco, że moje biedne serce nie miało chwili wytchnienia :)
Liam Hemsworth nie miał za bardzo szansy się pokazać. Jest przystojny i nie potrafię o nim powiedzieć nic więcej. Nie przekonywał mnie w scenach pocałunków, niestety - do użycia jako ozdoba i nic więcej. Natomiast trio Woody Harrelson, Elizabeth Banks i Stanley Tucci to postaci, dla których oglądałam ten film z zapartym tchem. Wiecznie pijany Haymitch, nieradzący sobie całkiem z otaczającym go światem, ale zdystansowany i ironiczny, gdy w grę wchodzi czyjeś życie. Gama emocji, które odegrał była większa, niż młodych bohaterów razem wziętych. Effie Trinkett - mocno egzaltowana dziennikarka, związana emocjonalnie z trybutami z Dwunastego Dystryktu rozczuliła mnie sceną losowania. Gdy załamał jej się głos i po chwili można bylo zobaczyć opadnięte koronki z rzęs jednego oka - ewidentnie zwilżone niechcianą łzą, której nie pozwolila popłynąć dalej. Niemniej była to oscarowa scena. I Caesar Flickerman, kolorowy prowadzący wywiady z trybutami, istniejący dla potrzeb telewizji, posiadacz genialnych zębów, chętnie pokazywanych w szerokim uśmiechu, a jednocześnie nie potrafiący zapanować nad emocjami, którymi tak dobrze pogrywa Peeta w czasie wywiadu. Ta doskonała trójka zostanie rozdzielona i nie pojawi się w pełnym składzie w trzecim i czwartym filmie (tak, Kosogłos został rozdzielony na dwie części, co zmusza mnie do głębokiej analizy, co pragną pokazać scenarzyści, skoro treści w książce nie ma aż tak wiele).

Nie jestem młodzieżą już od jakiegoś czasu (jak mi wypomniał Boromir, dziękuję za przypomnienie :P ), ale i tak oglądałam film z przyjemnością. Trochę przykro mi, że na kolejną część trzeba czekać kolejny rok, bo cliffhanger wypadł w wyjątkowo niedobrym (z punktu widzenia reżysera - zapewne doskonałym) momencie. Cóż, trzeba uzbroić się w dużo cierpliwości, bo na zamknięcie serii poczekamy ponad dwa lata!





Różnice i podobieństwa: książka a film
Dla mnie jest oczywiste, że ekranizacja różni się od książki, nie ma się co nad tym rozwodzić. Jednak kilka zmian warto wspomnieć.
1. Pominięto całkowicie postać Madge, która w pierwszej części powieści daje Katniss broszkę z kosogłosem na szczęście, a w drugiej przynosi zapas morfaliny dla Gale'a (od matki cierpiącej na migreny po śmierci swojej bliźniaczki w igrzyskach).
2. Za to w drugiej części filmu pojawia się wnuczka Snowa, której nie było w powieści. Ma chyba na celu wzbudzić większą nienawiść do Katniss, ponieważ czesze się jak swoja bohaterka, chce się do niej upodobnić z charakteru...
3. Wątek trójkąta miłosnego jest podkreślony do absurdu, choć moje wrażenia z lektury powieści były raczej takie, że nie za bardzo jest o czym dyskutować (o tym wspominałam w poprzednim wpisie). Natomiast nie po to się zatrudnia ro roli Gale'a Liama Hemswortha, żeby nie zbudować na nim jakiegoś konfliktu.

Spoiler alert!!!
Straż zabiła dziadka, który pokazał znak pożegnania ze zmarłym, ale gdy po losowaniu cały Dwunasty Dystrykt pokazał to samo (łącznie z trybutami), straż nawet nie zareagowała. Ech niekonsekwencja, ale jaka romantyczna.



Zdjęcia pochodzą stąd.

Komentarze

  1. No dobrze. To teraz: czy warto sie wybrać? Czy koniecznie trzeba znać pierwszą część (filmową), czy mogę sobie pójść po prostu ot, tak, a i tak się odnajdę w fabule? A może najpierw książkę przeczytać i dopiero...? Bo o grze aktorskiej pisałaś bez szału... (tak zrozumiałam). Więc nie wiem. Doradź, poproszę. :)

    ~` Panna Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez obejrzenia pierwszej części filmu nie polecam. A filmu nie polecam bez znajomości książki (oglądałam pierwszą część bez czytania książki i nie zrobiła na mnie wrażenia, ale ostatnio odświeżyłam już po zapoznaniu się z literackim pierwowzorem i zdecydowanie lepsze wrażenie na mnie zrobil film). Natomiast, jak wspominałam w poniższym poście, dla mnie drugi tom ma rednią wartość poznawczą. W niedawnej dyskusji z Adi na ten temat ona stwierdziła, że jest to tom budujący charaktery i relacje i jestem skłonna się z nią zgodzić. Jakkolwiek wolę akcję od relacji :)

      Usuń
    2. W sumie budowanie relacji jest fajne, ale czy oglądanie tegoż procesu równie wciągnie..? Pamiętam, jak w I części 7 części Harrego P. pokazane było, jak Harry się mota... W książce to było ciężkie do przejścia, a filmu moja współoglądaczka nie zdzierżyła. Ja wytrzymałam jako zagorzała fanka, ale w tym przypadku mogłoby mnie obrzydnąć całkiem... więc chyba nie ma sensu.

      ~` Panna Be.

      Usuń

Prześlij komentarz