Wybrani z wyboru

Ostatnio miałam problem ze snem. Oprócz tego, że w ciągu dnia byłam w fazie zombie, nocą robiłam maratony serialowe. Dzięki temu obejrzałam Person of Intrest, które ominęło mnie dwa lata temu i nie rozumiem, jak mogłam je przegapić.

W warstwie fabularnej jest dość powtarzalny, szczególnie jeśli się zaserwuje sobie dwa i pół sezonu w tydzień. To nie znaczy, że nie jest ciekawy. Producent odcisnął na nim swoje piętno, ale o tym zaraz, co więcej - smaczku dodaje mu ostatnia afera ze Snowdenem i podsłuchami.

"Emerytowany"* agent CIA, John Reese (Jim Caviezel) ukrywa się przed agencjami rządowymi pośród bezdomnych. Nie ma o nim wzmianek elektronicznych, nie istnieje w internecie, a to znaczy że nie istnieje w ogóle. A jednak dostaje propozycję pracy od ekscentrycznego milionera-paranoika, Harolda Fincha (Michael Emerson). Podobnie jak John, nie istnieje on w świecie wirtualnym, jednak zna go od podszewki. Jest projektantem i wykonawcą Maszyny - modułu obserwującego ludzi za pomocą kamer ulicznych, komputerów, bankomatów, telefonów i wszystkiego, co może się przydać w śledzeniu i można to podpiąć do sieci - a wszystko to w celu wykrycia zamachowców po 11 września. Jednak Maszyna wychwytuje nie tylko zamachowców, ale i zwykłych ludzi, którzy albo planują przestępstwo, albo są ofiarami zaplanowanych przestępstw, tylko Maszyna ich ignoruje, bo są niezgodni z jej algorytmem. Jednak nasi dzielni bohaterowie uważają to za niesprawiedliwość i starają się pomóc ludziom z nieistotnej listy. 

Należy przyznać, że zaangażowane zostały w ten projekt wielkie nazwiska - Jonathan Nolan (młodszy brat Christophera, który pozwolił mu pogrzebać przy Batmanie), J.J. Abrams (geniusz filmu i serialu, na koncie ma m.in. Fringe, Lost, Revolution <ok, to akurat niewypał> i dwa Star Treki <rebooty>). 
Wiadomo, że Abrams ma ulubionych aktorów, nic więc dziwnego, że w jednej z głównych ról gra Michael Emerson, wcześniej pracowali przy Lostach. Nb. Emmerson grał w jeszcze dwóch moich serialach wszech czasów: The X Files i The Practice. Głównym badguyem jest Amy Acker (Cabin in the Woods, Dollhouse), której słodka buzia nie przystaje do demonicznego planu, który bezwzględnie realizuje.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest włączanie w tok fabuły flashbacków, dzięki którym widz poznaje motywacje i przeszłość bohaterów. Zwykle nie przepadam za tego rodzaju przerywnikami, ale tutaj sprawdzają się całkiem dobrze. No chyba że nieuważnie oglądam i nie dopinają mi się do fabuły. Ale zapamiętuję na przyszłość. We flashbackach często występuje Carrie Preston, która pokazuje naprawdę zacną grę aktorską (prywatnie jest żoną Emersona), szczególnie w zestawieniu z rolą Arlene w True Blood, której nie znoszę za redneckość. To znaczy, że dobrze gra.

Trochę się teraz boję mojego laptopa, jego kamery, mojej komórki (która nagle przestała się łączyć z internetem), ale zamierzam oglądać, mimo że nie przepadam za nową twarzą (Sarah Shahi jako agentka Shaw jest mi zbędna. Rozumiem, że jest dodatkiem popartym argumentem parytetu).


____
*Emerytowany czyli martwy.

Komentarze