Niby nic

Jest jedenasta, a ja w zasadzie mogę już kończyć dzień :)
Pojechałam do Ikei na otwarcie sklepu, kupiłam kilka drobiazgów, ale gdy je wrzuciłam do torby, to z trudem doszłam do domu. Najważniejsze, że moje liczne długopisy znalazły przytulny domek w metalowym kubeczku, co zwieńczyło moje wielkie sprzątanie sypialni. Wczoraj wyrzuciłam stare notatki, które mi się do niczego nie przydadzą, kserówki z pierwszego roku bałtystyki i materiały do starej pracy, z których już nie zamierzam korzystać. Już od jakiegoś czasu pozbywam się niepotrzebnych rzeczy, porządkuję sprawy po przeprowadzce (od której minęło ledwie półtora roku).

Poza tym postanowiłam przypomnieć sobie zasady zarządzania czasem. W czasach studenckich byłam w tym całkiem dobra, a potem sobie odpuściłam i teraz żałuję. Kiedy zapiszę sobie na kartce wszystko, co mam danego dnia do wykonania, po prostu to robię. Na przykład wczoraj segregowałam notatki, jednocześnie słuchając audiobooka o organizacji czasu (a w zasadzie o zostawaniu ubermenschem - bo jest o wprowadzeniu diety, ćwiczeniu, piciu wody... i trochę o zapisywaniu i delegowaniu zadań).

Co prawda niewiele piszę, ale mam co robić. Niedługo wychodzi nowy numer, więc czytam i recenzuję. A w weekend będę pisać artykuły. Jak na mnie to ambitne plany.

Komentarze