Opadł kurz po Emmy 2013

Gdy opadł kurz po nagrodach, o których wreszcie mogę coś powiedzieć, (bo obejrzałam prawie wszystkie nominowane seriale), czas na komentarz.

To, że statuetkę za Najlepszy Serial Dramatyczny zgarnie Breaking Bad, można było się spodziewać.  Szczególnie, że serial miał fabułę rozwojową i wygląda na to, że dopięli wszystkie wątki. Jak mawiał premier Miller, prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, nie jak zaczyna. Srebrnousty polityk miał wiele racji i nagroda na Grande Finale się należała!

Ze zdumieniem natomiast skonstatowałam, że seriale komediowe zupełnie nie są moją domeną, choć trochę ich oglądam, to najwyraźniej nie te nominowane. Modern Family jest mi tak nieznany, że aż chyba obejrzę kilka odcinków.

Jeff Daniels jako Najlepszy Aktor w Serialu Dramatycznym za Newsroom - nie zgodziłabym się tylko i wyłącznie dlatego, że bardziej lubię Daniela Lewisa. Oczywiście Daniels to nieco bardziej znane nazwisko, choć, wstyd się przyznać, kojarzę go głównie z ról w komediach z Polsatu, czyli nie za dobrych.
Ale to tylko świadczy o tym, że Lewis ma jeszcze szansę :)

W kategorii Najlepsza Aktorka w Serialu Dramatycznym wygrała Claire Danes. I nie wiem, co myśleć o tym wyborze, bo: a) nigdy nie przestanę o niej myśleć jako Angeli Chase o głosie Renaty Przemyk! z dramy dla nastolatków. I wielce dramatyczna rola w Gwiezdnym pyle, przez która nie lubię tego filmu, a główną bohaterkę w ogóle wyrzuciłam z pamięci. A nie został doceniony permanentny bitchface Robin Wright, która poza serialem House of Cards wygląda przecież całkiem normalnie :)

Jim Parsons jest Najlepszym Aktorem Komediowym, a przypieczętowanie to kolejną statuetką jest oczywiste. Choć bardzo mnie cieszy powrót Matta LeBlanca do grania, a Jason Bateman cieszy się moją niesłabnącą sympatią, no ale...

Co ciekawe, nie znam żadnej z aktorek nominowanych w kategorii Najlepsza Aktorka Komediowa. Dziwne.

Jestem trochę zaskoczona faktem, że to nie Benedict Cumberbutch wygrał w kategorii Najlepszy Aktor w Miniserialu lub Filmie TV. Gdzież go nie było. No ale szczęście miał Michael Douglas, wielka sława, wielkie nazwisko. Zresztą drugi aktor (i drugie wielkie nazwisko - Matt Damon) z tego samego filmu (Wielki Liberace) też był nominowany w tej samej kategorii.
Inną rzeczą jest – jak definiowane są miniseriale – przecież Słowo na R ma co najmniej 13 odcinków w sezonie. Czy miniserial nie powinien się ograniczać do 3-5? Ciąg dalszy aktorek, których nie znam. To niesamowite, że spośród trzydziestu seriali nie było ani jednej, którą można by nominować w kategorii Najlepsza Aktorka w Miniserialu lub Filmie TV.

Jestem natomiast przekonana, że każda aktorka byłaby lepsza niż Anna Gunn w kategorii Najlepsza Aktorka Drugoplanowa w Serialu Dramatycznym. OMG! Przepraszam, ale przez pięć sezonów męczyłam się, oglądając jej interpretację Skylar i oczy mi krwawiły. To najbardziej suchy kawałek drewna w lesie drewnianych aktorek. Dżizas, Buffy była lepszą aktorką. Koś też zrobił świetny dowcip, nominując Morenę Baccarin z tego samego powodu, choć fakt, po kilku dramatycznie słabych rolach (prawie zrujnowała Firefly, zdjęli jej V, a kilka epizodów w Numb3rs czy Mentaliście nie zdołały mi przywrócić wiary w nią) w Homeland nie musi świecić biustem. No więc i tak uważam, że byłaby lepsza.



No to się wypowiedziałam. De gustibus non disputandum est.

Edit: Obejrzałam pierwszy odcinek Veep - ani to komedia, ani to dramat. Fabuły nie posiada, za do dużo mówią brzydkich wyrazów, może się kiedyś rozkręci, ale mnie przy tym nie będzie. House of Cards było zabawniejsze. 

Komentarze