Nocne Limes przygody

Wczorajszy mały wypad na piwko zmienił się w wielką wyprawę. Niemal jak Bilbo do Mordoru przedzierałam się do domu z nocnego :)
W każdym razie pewnie będę chciała powtórzyć tę przygodę.

A poszłam z Adi (tak, większosć przygód się zaczyna od tego fragmentu) do osławionego Paradoksu,
w którym na wstępie dostałam książką Nory Roberts (dzięki!). Potem pojawili się znajomi, a z nimi nieznajomi, których poznałam, więc są znajomymi już są.

Anegdotka:
Wchodzi znany pisarz s-f, wita się z Adi, przytula ją, buzi-buzi... Wita sie ze mną podobnie, po czym odsuwa na odleglość ramion, marszczy się i pyta:
- A my to się znamy?


Stary, teraz już tak ;)
Czuję się jakbym zaliczała gimbazę, ktorej oszczędził mi MEN - większość znajomości zaczyna się od kontaktu przez skórę, a potem padają imiona!

Komentarze