Gdzie lata Strzygonia

Pierwszy tom trylogii "Strzygonia" wydawnictwa Fabryka Słów to najlepsza książka, jaką czytałam w ostatnim roku i raczej jej nikt nie zdetronizuje. Możemy się czarować, że ma wady (ma), ale one nie przesłaniają naprawdę rewelacyjnie zarysowanej fabuły. 

Autor tego dzieła (ponad 600 stron), Sławomir Mrugowski, pochodzi z Bydgoszczy i zajmuje się wszystkim - malarstwem, poezją (ma na koncie tomik wierszy), budownictwem (ukończył studia o tym profili i pracuje w Castoramie), tańczył, śpiewał i stepował (ok, tego ostatniego nie zawarł w swoim życiorysie)  

Powinnam nazwać powieść "epicką" zgodnie z trendem, że jeśli autor ogarnia więcej niż jednego bohatera, to jest to "epickość". No to Mrugowski ogarnia tych bohaterów całe armie. Ale spoko, żaden nie żyje długo (komuś przypomina to Martina?). Ciekawe, kim zapełni resztę trylogii  

Powieść jest utrzymana w tradycji romantycznej - tzn. motywy folklorystyczne stanowią podstawę tego dzieła i są naprawę zacnie użyte. Zastanawia mnie tylko plącząca się tam bez ładu i składu Balladyna  Tzn. jest silną postacią, dobrze użytą i z odpowiednio zapożyczoną ze świata lektur. Do tego romantyczna miłość, która nie może zostać spełniona, bo pewnej bogini podoba się zabrać komuś ciało. Dzieje się, po prostu się dzieje. 

Co do wielości bohaterów - ich liczba zostaje poważnie zredukowana, nie można się za bardzo do nikogo przywiązywać, ale początkowo ciężko ich zapamiętać. Dobra, do końca ciężko ich zapamiętać, szczególnie że nie wiadomo, kto z kim i dlaczego. Tu wejdziemy z kimś w konszachty, tam go zdradzimy, nie ma się czym przejmować, codzienne życie polityka i dowódcy kilku tysięcy rycerzy - trzeba dobrych ziem i płodnych kobiet. Albo odwrotnie. 
Jedyną i niezmienną bohaterką jest słowiańska puszcza z jej nieprzewidywalnymi i dzikimi mieszkańcami. Niektórzy z nich są również pochodzenia nadnaturalnego. Czymże byłaby słowiańska puszcza bez odrobiny magii. Albo dużej ilości magii. I kilku wodnic. I wilkołaków. 

Najważniejsze w tej powieści jest, że nie da się jej zostawić. Wciąga i wsysa tak, że jeśli znajdziesz się w gałęziach starożytnego dębu, obserwując krew i strach bitew - nie zdziw się. 
To magia książki. 

Edit: Po pierwszej stronie przygnębiona myślałam, że to kolejny Sapkowski. Na szczęście się myliłam.

Komentarze