Jak sobie skutecznie palnąć w łeb

W związku z wczorajszą lamerską rozmową o pracę, złą pogodą, zachwianym samopoczuciem, migreną i ogólną grzybnią, postanowiłam nagrodzić się czytaniem harlequina. Chyba jednak nie była to dobra nagroda. Najpierw się męczyłam, potem zasnęłam, tęskniąc za Harrym Hole (nie wiem, jak odmienić norweskie nazwisko, które czyta się [holi], więc zostawię puste miejsce, łudząc się, że ciocia Pro mnie naprostuje).

Dzisiaj za to siedzę nad swoim własnym tłumaczeniem z Parulskisa i mam sobie ochotę palnąć w łeb. Nie dość, że ukróciłoby to moje zawodowe męki, to jeszcze nie musiałabym pisać, dlaczego metafory są takie fantastyczne. Szczególnie, że metafory specjalnie do mnie nie przemawiają, na pewno na 4 stronach, które dziś obrabiam, jest ich mnóstwo, ale ja tylko się zastanawiam, czy ta staruszka śmierdzi trupim odorem, czy trupimi perfumami (yep, homonimia fuck you) i dlaczego zbiera łajno. I po polsku pisze się "Titanic" czy "Tytanik"?

Komentarze

  1. 'Titanic' moim skromnym. I jednoczę się w bulu z tytułu ogólnej grzybniozy panującej nam miłościwie w tym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, 'bul' bez 'nadzieji' wygląda jakbym po prostu nie umiała pisać po polsku ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest sam "bul" bez "nadzieji".
      Sama nie wiem, skąd u mnie ten Tytanik, chyba stąd, że przed pierwszą wojną się spolszczało nazwy.
      Idę się teraz zastanawiać, jaki jest wspólny mianownik dla "gładkość" i "płynność", które po litewsku mają jedno określenie. Jak mozna powiedzieć o ruchach i ścianie? :)

      Usuń
    2. yyy, że są smooth? :>

      z lekkim opóźnieniem, ale dołączam do klubu bulu bez nadzieji. w tej ogólnej beznadziei.

      Usuń

Prześlij komentarz