Ku pamięci

Piątek był dla mnie wyścigiem z czasem, ponieważ postanowiłam załatwić wszystko. And I mean: wszystko!

* Po pierwsze chciałam jeszcze zobaczyć babcię przed wyjazdem. Poza tym mialam dla niej już kupiony puder. Powciskałam w siebie słodycze, przecież byłam u babci ;)

* Potem kurzgalopkiem udałam się na zajęcia z filozofii (ostatnie na mych studiach), na których wielce pilnie napisałam recenzję książki, która we mnie siedziała w złym stylu. Podobno autorkę mam poznać w lipcu. Ojej.

* Po zajeciach wyciągnęłam Nikulę na spacer po Warszawie. Niedaleki, jedynie na Kredytową, celem oddania mego ślubnego obuwia do farbowania. Znalazłyśmy się w ostoi komuny i maskulinizmu, w której  nieszczupły mężczyzna (niepachnący także zbyt pięknie) w fartuchu na gołe ciało ciągle podbijał cenę za buty. Płatne z góry, ale... już u babci się zorientowałam, że mam przy sobie 6 zł, nawet bilet zostawilam (wraz z portmonetką) w domu. Po negocjacjach z babcią miałam przy sobie 10 zł. i bilet. Oddałam panu krwawicę.

* Na szczęście zaraz obok jest bardzo fajna knajpeczka (Kredytowa 6 lub 8, za kebabem), w której miły pan dobierał nam napitki na podstawie sobie tylko znanych metod :) W każdym razie byłysmy z Nikulą oczarowane. Następnym razem też tam idziemy :)

* Na koniec socjalizacji spotkalam się z Adi :) Jak się skończyło - napisałam parę wpisów niżej. A zaczęło sie niewinnie - od cydru gruszkowego, poprzez Lwówek malinowy i skończyło na piwie z naturalnym sokiem (nie pamiętam jakim) i niedźwiedziem na naklejce.
(http://www.empik.com/wojtek-z-armii-andersa-miklaszewska-maryna,prod1170004,ksiazka-p - książka o której mówiłam przy tym piwie).

O, wpis o charakterze pamiętnikarskim, żebym pamiętała, kiedy się ostatnio widziałam z dziewczynami :)

Komentarze