Jak dobić bibliotekarza

Zapisałam się do wypożyczalni książek. Dwie przecznice ode mnie, ale szłam stamtąd 25 minut. Zapamiętać - książki nie są warte takich poświęceń - jechać autobusem.

Przez kilka ostatnich lat radziłam sobie dobrze z pomocą BUW-u i czytelni, ale skoro mam warszawski meldunek, to się zapiszę!
Wybrałam czytelnię (jedyną po mojej stronie torów, po mojej stronie Targówka), zrobiłam listę niezbędnych książek, wzięłam dowód i poszłam się zapisać. Wypożyczalnia mieści się w szkole, żeby było ją trudniej znaleźć, wielka nie jest, o czym mnie poinformowała pani od progu, ale zauważyłam to już wchodząc. Nie szkodzi, na pewno mi wystarczy. "Zapewne dlatego, że okolica niezbyt zainteresowana czytaniem?" - zagajam uprzejmie, gdyż widzę te ryje na Szmulowiźnie i, co tu kryć, bliżej im do Kauflandu po wódkę niż do biblioteki po książkę. (Wyjątki potwierdzające regułę serdecznie przepraszam, że ich nie zauważyłam).

Nie wiem, dlaczego ludzie nie korzystają z bibliotek. Rozumiem nawet - różni zboczeńcy wąchają książki (bleee), nowa ładniej szeleści i żaden burak nie napisał na pierwszej stronie, jak się kończy. Ale dzisiaj wypożyczyłam pięć książek i widać, że wszystkie nowe. I tak myję ręce po odłożeniu książki, bo nawet nowiuteńka książka przeszła przez trylion rąk pakowaczy, sprzedawców, potencjalnych zainteresowanych... Oni wcześniej nie myli rąk. (BTW, wąchacze wciągają te zarazki, które zostawili na ich książkach).

Pani posmutniała po rozmowie ze mną. Na koniec, chcąc ją pocieszyć, powiedziałam: "A teraz biblioteki dobije podatek unijny".
Nie rozumiem, dlaczego jej to nie pocieszyło.

Komentarze

  1. Jak mogłaś!

    Mnie akurat nie przeszkadza, że książki są w dobrym stanie. Ale też myję ręce po ich 'użyciu', szczególnie na początku, bo potem wierzę, że są odpowiednio przeze mnie wymacane ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako stara bibliotekara (cztery lata przepracowane w szacownej instytucji) mniej więcej wiem, jakiego rodzaju szarańczą sa czytelnicy ;) Gdy się zaczęła afera ze ściąganiem książek z sieci, czyli ze trzy lata temu, powiedziałam że będzie podatek od bibliotek, więc obecne działania w tym kierunku nawet mnie nie dziwią.

    Co do czystości, to pamietam, w jakim stanie przychodziły ksiązki do empa. Co kilka ksiązek trzeba było myć ręce. Kradliśmy też rękawiczki laborantom ze zdjęć.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz