Belladonna

Glorianna Belladonna jest krajobrazczynią - prawdopodobnie najpotężniejszą w Efemerze. Jej przeznaczeniem jest walka ze Zjadaczem Świata, który został uwolniony w poprzedniej części i atakuje kolejne krajobrazy. 

Jak na Zjadacza Świata potwór zachowuje się dosć niemrawo, jego orężem jest sianie Mroku w sercach ludzi. Oczywiście prowadzi to do nieprzyjemnych sytuacji (samobójstwa, ostracyzm społeczny itp., bójki a nawet zabójstwa), niemniej jest dość powolne. Nie może też podbić całego świata, co jakiś czas przychodzi Belladonna i przelewa Światło do zarażonych krajobrazów i przywraca w nich równowagę, co złości potwora. 

Jednak nie cała Efemera została podzielona na krajobrazy, część jest w jednym kawałku, nazywa się krajem i z niego pochodzą czarodzieje - osoby, które są kraobrazowymi, utrzymują kawałki świata, dbają o nie i nie mają pojęcia o tym, że jest jakieś zagrożenie w postaci czystego zła. 
Z takiego kraju pochodzi Michael. Jego siostra ma swój ogródek, jest czarownicą - czyli krajobrazczynią. Tylko o tym nie wie. Michael też jest krajobrazczynią, czy też jak nazwać faceta z taką funkcją - i też o tym nie wiem, że ma moc zmiany świata. Natomiast w snach pojawia mu się piękna kobieta, w której oczywiscie się zakochuje. We śnie także słyszy hasło, że nadzieja życia jest w belladonnie, co bierze za hasło ogrodników. 

Jest to początek dramatycznego romansu z wojną o przeżycie w tle. Michael nie wie, kim jest. Belladonna mogłaby go nauczyć, ale jej przeznaczeniem jest walka z Pożeraczem Świata, z której nie planuje wrócić. 

Książka jest szalenie przyjemna, czyta się szybko, choć zupełnie nie rozumiem, dlaczego na okładce jest informacja, że jest przesycona erotyzmem... ok, w poprzedniej części było o seksie i nawet dużo, choć trudno i ją nazwać rozerotyzowaną. 50 Shades to to nie jest i nie będzie. O seksie jest wspomniane ze dwa razy z czego raz w kontekście robienia, ale więcej tam słodkości niż erotyzmu. 

Polecam - taka damska lektura (ej, serio, nie podejrzewam, żeby facet jakiś to kijem tknął). I fajny świat.

Komentarze