Być dzieciakiem

Wczoraj byłam na nowym polskim filmie młodzieżowym - Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa. Poświęcenie to było dla mnie nie lada, bo jestem wciąż rzężąca, charcząca i w ogóle, ale jestem wielką fanką żony autora powieści (i jego samego trochę też, ale nie przez wzgląd na książki akurat)  

Tata tytułowego Felixa pracuje w tajnym laboratorium i wysyłają go do pracy nad Bałtyk - dają także mieszkanie w przedwojennym domku na uboczu, gdzie jedynym sąsiadem jest opryskliwy rybak. Wiadomo, jak się ma chatę na odludziu, dobrze zabrać dzieci, a zatem towarzyszą mu syn i jego przyjeciele ze szkoły - Net i Nika. Szybko się okazuje, że tata pracuje nad rozwikłaniem zagadki tajnej bazy III Rzeszy i jeszcze bardziej tajnego Pierścienia. Skoro ma być to supertajne, to nie ma nic lepszego od opowiedzenia o tym dzieciom, które są wścibskie i sprytne, a potem wprowadzić je do tej bazy, żeby mogły dokonać większych zniszczeń - co oczywiście natychmiast robią. A to dopiero początek przygód... 

W tym filmie o dziwo grają nastolatkowie (zupełnie nie wzorem Beverly Hills) i o ile panowie robią to całkiem zgrabnie, to dziewczyna startuje na miss drewna. No ale cóż, podobno nie było ją łatwo wybrać i dopiero w trzecim castingu udało się wyłonić tak sztuczną i drętwą postać. Gratulujemy  i z przykrością stwierdzamy, że w Polsce widać brak utalentowanych dziewczyn. 

Pozwolono mi zabrać dziecko na pokaz, ponieważ jest to jednak dla mnie towar deficytowy, pożyczyłam dziewięciolatka, który zdawał się nawet całkiem nieźle bawić. 

Film, jak na polskie warunki, zrobiony naprawdę bardzo dobrze. Mamy wynalazki, mamy mnóstwo efektów specjalnych (jak po pokazie powiedział reżyser, 75% scen było obrabianych w posprodukcji, żeby dodać im efekty specjalne) i co prawda budżet nie był wielki i nie ma co porównywać z superhitami z Hollywood, to jednak polecam zobaczyć - po pierwsze dlatego, że to fajny film, ciepły i sympatyczny, o przyjaźni, wariackich przygodach z dzieciństwa. Po drugie - żeby zobaczyć, że Polacy potrafią zrobić film na poziomie i nie musi być o papieżu czy innym świętym (lub odwrotnie - o nieświętym). A po trzecie dlatego, że filmów dla młodzieży jest mało, a chyba warto sobie przypomnieć, jak było te 10 lat lub 15 kilo temu 

Komentarze