Polcon: dzień pierwszy

Chyba czas na prawdziwe sprawozdanie.
Szkoda tylko, że zdjęć nie mam lepszych, ale były po temu dwa powody - mój aparat to nie jest żaden robiący pięć zdjęć na raz potwór. Mój aparat po upadku w Turcji nawet ostrości nie łapie (ale zorientowałam się teraz). Poza tym zdecydowałam się jechać w zasadzie w ostatniej chwili, już po zamknięciu akredytacji na stronie, dzięki czemu zostałam rozdzielona z Towarzyszką Adi i straciłabym miejsce w kolejce. Bo od tego się zaczęło.

Tegoroczny Polcon odbył się po raz pierwszy we Wrocławiu (pierwsze koty za płoty), a ja Wrocław kocham niemal jak Warszawę (tylko bruk mają gorszy). Budynek Uniwersytetu Przyrodniczego stoi daleko od kolei, daleko od szkoły z rpg, larpami i grami i to było dobre - bo daleko od ludzi, którzy nie czytają. 
True story - przyjechałam o 10.30, weszłam o 13.30. Kolejka straszliwa, drzwi zamknięte. Po co wydawać akredytacje od rana, skoro można od 12, gdy są już pierwsze prelekcje? Dobrze, że może nie napalałam się specjalnie, ale jakbym miała akredytację, to bym poszła. Nie, organizatorzy się nie popisali i zrobili akcję - "zrób największy konwent od 20 lat, zamknij drzwi. Rób zdjęcia, ile osób przyszło". Po godzinie kolejkę podzielono na dwie - opłaconą i nieopłaconą i wtedy Towarzyszka Adi zniknęła mi z oczu. Ale zdjęć powstało mnóstwo - w szklanym łączniku między pierwszym a drugim piętrem pojawili się domorośli reporterzy i trzaskali zdjęcia czym się dało. 

Wyjęłam kindelka (ósmy tom o Stephanie Plum, czwarta część Kłamcy, Sto lat samotności i inne atrakcje), ale okazało się, że rozrywki dostarczały mi dziewuszki stojące przede mną i za mną. Z przodu high school dramma, z tyłu gymnasium dramma. Bez clifhangerów, nie trzeba czekać tydzień na nowy epizod <piskliwym głosikiem dziewczynki głosiły: O jezu, a Filip będzie? A on mówił co o mnie myśli? A mama go puściła? Aaaa, iiii... ojejku, jejku>. I wszytskie były przebrane za koty. Tzn miały zestawy z allegrowych sex shopów - kocie uszy na opasce i powiewające kikutki ogonów. Creepy!

Gdy weszłam, z miejsca zaczęłam hejtować (przypadek, ale facet mówił o grzechach głównych recenzentów i miał to robić przez dwie godziny, a miał też wszelkie cechy doktoranta polonistyki). Well, story of my life :)

Komentarze