Pokonać demony

Właśnie rozprawiłam się z pierszą częścią trylogii Psia Ziemia J.M. McDermotta. 

Blurp jest totalnie przypadkowy: 
Bezimiennych, sługi bogini Elishty, przed laty zapędzono do podziemi. Niestety, ich pomiot, zrodzony przez śmiertelne kobiety, wciąż plugawi te ziemie. To półdemony, przeklęta krew. Wszystko, czego dotkną, zostaje skażone. Chroniący się w miastach ludzie wysłali ich tropem Wędrowców Błogosławionej Erin – biegających z wilkami członków watahy. Nie spoczną, dopóki nie wytropią ostatniego z dzieci demonów. Co jednak, jeżeli potomkowie Bezimiennych mają dusze? 

Autor pokazuje jakiś świat, który jest co najmniej dziwny: trzy demony, dwa wilki, stada/tabuny nowicjuszek z zakonu Imama Wszechmogącego (serio, szkoda że nie Pastor Miłościwy), jeden piekarz, jeden diler, jedna dziwka. Koniec opisu socjologicznego metropolii. 

Wilki okazują się być kapłanami, tępiącymi demony. Strzeżcie się, demonowe (sic!) pomioty, albowiem już nadciągają, aby was wyśledzić. 

Tymczasem demony hulają wśród ludzi, zatruwając ziemie, powietrze i powodując choroby (bo tym demon różni się od ludzia, że powoduje syf i malarię). Jeden z nich kradnie i rozprawicza nowicjuszki, drugi pilnuje, żeby pierwszy się nie rozpraszał nowicjuszkami, tylko skupił na kradzeniu. A trzeci jest i to jego największa zasługa. 

Konia z rzędem i pół księżniczki temu, kto zgadnie, co ma do tego jakiś szlachcic-czarownik, który potężną magią zakończył wojnę, która nie ma znaczenia dla fabuły, bo się skończyła dawno temu oraz jego podstarzała córka z pieskiem, który nie szczeka, tylko pluje magicznym pyłem? 

Fabuła rozwija się tak powoli, że pierwszy kryzys miałam na 15 stronie. 
Trochę mnie ciekawi, czy w kolejnej części coś się rusza, czy totalnie nic się nie dzieje przez oba kolejne tomy? 
I po co ktokolwiek wydaje takie gnioty?

Komentarze